— Pomyśl sobie! Co za okropność! Nadchodzi annapraszan mojej jedynej siostry, a oni nie chcą mi pozwolić jechać!
— Mani! Jakże możesz myśleć na serio o wyjeździe, kiedy mąż twój tak ciężko chory?
— Nic dlań nie robię, a nawet choćbym chciała, nie mogłabym mu w niczym ulżyć. Powiem ci otwarcie: nudzę się śmiertelnie w tym domu i nie mogę tu dłużej wytrzymać.
— Dziwna z ciebie kobieta.
— Nie umiem udawać, jak wy wszystkie, przybierać smutnej miny, by uniknąć złej opinii.
— Więc powiedz, co chcesz uczynić?
— Wyjadę! Nikt mnie nie zatrzyma!
— Ho... ho! Cóż za uparta i samowolna osóbka!
II
Gdy Dżatin usłyszał, że Mani płakała na samą myśl wyjazdu do rodzinnego domu, uczuł takie podniecenie, że musiał usiąść w łóżku. Podsunął sobie poduszkę pod plecy, oparł się o nią i powiedział: „Maszi, otwórz na chwilę okno i zabierz lampę!”.