— Twoja pani!
— Jeszcze nie raczyła powrócić!
— Powrócić? Skąd?
— Z Sitarampury!
— Kiedyż wyjechała?
— Przed trzema dniami!
Przez chwilę był Dżatin pogrążony w zupełnym oszołomieniu i wszystko kręciło mu się przed oczyma. Zsuwał się z poduszek podpierających plecy i strącił z kolan wełniany szal.
Gdy po dobrej chwili Maszi wróciła, Dżatin nie wspomniał wcale imienia Mani i Maszi myślała, że o wszystkim zapomniał.
Nagle zawołał: „Maszi, czym ci opowiadał sen mój wczorajszy?”.
— Jaki sen?