— Prześliczna! — zawołałem.
W tej chwili zaczął piać kogut.
— Czy pani jest jeszcze? — spytałem.
Nikt się nie odezwał. Tylko przez okno zajrzał do wnętrza szary świt.
Stróż dziedzictwa
I
Brindaban Kundu wpadł rozwścieczony do izby swego ojca i zawołał w pasji:
— Wynoszę się precz! I to już!
— Marne, niewdzięczne stworzenie! — odkrzyknął pogardliwie ojciec jego, Dżagannath Kundu. — Wynoś się, idź sobie precz! Cóż to, tak się odgrażasz, jakbyś zwrócił wszystko co do grosza, to, co kosztowało twe jedzenie i suknie?
Jedzenie i suknie, jakie otrzymywali członkowie rodziny Dżagannatha, nie mogły kosztować dużo. Nasi mędrcy dawnych czasów umieli poprzestawać na bardzo małym, a sposób życia Dżagannatha świadczył, że żywił w duszy te same, co oni, ideały. Nie mógł, co prawda, dorównać ascetycznym filozofom niemającym wcale potrzeb, ale winę tego ponosiła zależność od zwyrodniałego społeczeństwa, w którym żył, i także pewne nierozumne wymagania natury, chcącej koniecznie utrzymać ścisły związek duszy z ciałem.