„Nie rozumiem tej gadaniny. To jakieś szaleństwo! Któż ci kazał porzucać świat?”.
„Guru-Thakur!” — odparłam.
Zmieszał się bardzo.
„Guru-Thakur!” — krzyknął. — „Kiedyż to udzielił ci tej rady?”.
„Wczoraj rano, gdym wracała z kąpieli”.
„Czemuż to udzielił ci owej rady?” — spytał, a głos jego drżał z lekka. Mówił, patrząc na mnie z uwagą.
„Nie wiem!” — odparłam. — „Spytaj go! Zapewne powie ci, jeśli sam wie”.
Mąż odparł:
„Można porzucić świat, nie przestając żyć na nim dalej. Nie masz potrzeby opuszczać domu. Od tej godziny świat i dla mnie istnieć przestał”.
Zamilkł. Siedzieliśmy oboje bez słowa na ziemi w półmroku. Gdy się rozwidniło, powiedział: