Zaręczyłam jej, że słowo z ust mych nie wyjdzie i nie ma się czego obawiać.
Nazajutrz, przed odjazdem do domu, Hemangini objęła mnie serdecznie i powiedziała:
— Droga moja, nie zapomnij o mnie... Nie zapomnij nigdy!
Pogładziłam ją po twarzy i odrzekłam:
— Siostro! Ślepi mają dobrą pamięć!
Przytuliłam do piersi jej głowę i ucałowałam czoło i włosy. Uczyniło się wokoło szaro i smutno, świat mój opustoszał. Wesele, piękno i młodość były tak blisko, siedziały tuż obok na gałęzi, nagle podniosły skrzydełka i uleciały niby ptaszęta.
Kiedy brakło Hemangini, wstałam i zaczęłam szukać wyciągniętymi ramionami wzdłuż i wszerz po moim pustym świecie. Zali mi zostało coś jeszcze?
W jakiś czas potem przyszedł mój mąż. Udawał, że czuje ogromną ulgę po odjeździe ciotki. Ale słowa jego były przesadne i puste. Narzekał także, że pobyt ciotki bardzo mu zaszkodził w praktyce.
Dotychczas istniała pomiędzy nami jedna tylko zapora, zapora mojego kalectwa, teraz wzniosła się nowa. Było nią świadome milczenie o Hemangini. Udawał zupełną obojętność, ale wiedziałam, że otrzymywał listy z wiadomościami o niej.
Pewnego dnia z początkiem maja służąca weszła rano do mej sypialni i spytała: