Ale żona nie przestawała czynić wysiłków, by pobudzić do czynu swego opieszałego władcę i pana, tak że widział się w końcu zmuszonym, dla świętego spokoju, zawiadomić teścia Kadambini o stanie rzeczy. Ponieważ napisanie listu uznał za niedostateczne, tedy postanowił udać się osobiście do Ranihatu, przekonać się naocznie o wszystkim, a potem odpowiednio postąpić.
Poszedł tedy, a Jogmaja odezwała się do Kadambini:
— Siostro! Nie wypada, byś tutaj dłużej przebywała! Cóż ludzie na to powiedzą?
Kadambini spojrzała na przyjaciółkę tępym wzrokiem i odparła:
— Ludzie? A cóż mnie z ludźmi łączy?
Jogmaja osłupiała. Po chwili przyszła do siebie i powiedziała ostrym tonem:
— Jeśli ciebie ludzie nie obchodzą, to jednak obchodzą nas. Jakże przeto usprawiedliwimy przed nimi, że trzymamy u siebie kobietę, która jest członkiem innej rodziny i winna się znajdować w domu swego teścia?
Kadambini odparła z jakimś zdziwieniem:
— A gdzież jest dom mego teścia?
„Niech ją diabli biorą!” — zakrzyknęła w duchu Jogmaja. — „Ciekawam, co za brednie jeszcze usłyszę?”.