T. Gajcy, Śpiew murów
Podobno wczoraj bawiłeś się z Mamą w pokoju siostry, a ja jadłem mój dietetyczny posiłek po pracy i nagle odwróciłeś się w stronę schodów, które prowadzą na poddasze, gdzie spędzam teraz na lekturach i pisaniu sporo czasu, pokazałeś palcem na górę i powiedziałeś:
— Pan pośet!
Mama powiedziała, że nikogo nie ma, a Tata jest na dole, ale Ty przecież widziałeś i wiesz lepiej, co widziałeś, więc pokazałeś jeszcze raz z pokoju siostry schody na poddasze i powiedziałeś zdecydowanie:
— Pan, Pan pośet — po czym dodałeś, zaplatając rączki wokół klatki piersiowej — boje-boje!
Wierzę ci, że mogłeś coś albo kogoś widzieć i miałeś prawo się tego przestraszyć. Podobno dzieci i psy tak mają, że widzą niewidoczne dla dorosłych postaci, a nawet potrafią z nimi rozmawiać. Te dobre i te mniej dobre. Muszę ci powiedzieć, że od kiedy czuwam na głos, czasem mam wrażenie bliskiej obecności, chociaż bałbym się jakoś jednoznacznie ją określić, żeby nie popadać w to wszystko, czego się nie da obronić w języku. Tam na poddaszu zbiera się dużo jakiegoś koloidu. Mówię sobie, że to kurz z książek, z dawno nieruszanego regału. Wszystkie te książki kiedyś miałem w rękach, sporo z nich przeczytałem. Niektóre po kilka razy, a nawet jak byłem młodszy, rysowałem ołówkiem na planach i mapkach swoje wersje taktycznych rozwiązań nierozwiązywalnych zadań, głównie bojowych. I od kilku tygodni one nie wracają na półki, walają się po biurku, podłodze. Wertuję je, przeglądam, grzebię w internecie, porównuję coś, co napisali jedni, z tym, co napisali inni i czasem próbuję napisać wersję wynikającą z tych rozproszonych głosów, która mnie samego przekona. Właśnie tak, jakbym był znowu w szkole i głowił się nad bardzo trudnym zadaniem. W każdym razie chciałem Ci powiedzieć Synku, że wierzę, że Pan pośet na górę, bo tam się strasznie dużo kłębi na poddaszu, dużo imion, pseudonimów, a powiedziane jest, aby imion nadaremno nie używać i nie wzywać. A tata wzywa.
Od dwóch dni myślałem dużo o fosforze białym. Chciałem znaleźć zdjęcie płytek fosforu. Nie proszku, nie bomby, nie kolby laboratoryjnej, ale płytek. Jak mogły wyglądać płytki, które mieściłyby się w zasobnikach, ładownicach w ilości dużej, w ilości wystarczającej? A może to były kostki? Podobno fosfor biały w kostkach jest bardziej stabilny, rozkruszony łatwo się zapala, trudno gasi, nie da się ugasić wodą. Rozgrzewa się do 1300 stopni, ale pali się także w temperaturze poniżej 100 stopni, powoli, nieprzerwanie, niepowstrzymanie. A nasze białko, z którego jesteśmy zbudowani, ścina się przy dłuższym przebywaniu w temperaturze 63 stopni. Rany po fosforze są głębokie, trudno się goją i świecą w nocy, jak próchno w lesie. Algorytmy wyszukiwarek internetowych są bezlitosne. Nie trafiałem na zdjęcia kostek, płytek. Widziałem ciągle zdjęcia poparzonych, popalonych dzieci, kobiet, zbliżenia ich ran, dziur wypalonych w ciele do kości i na wylot. I to nie były zdjęcia z Powstania Warszawskiego, to były zdjęcia z Aleppo, Homs, Mosulu32. Tak jakby wojna się nie skończyła. Bo ona się niestety nie skończyła. Nie umiemy jej skończyć.
Próbuję to zrozumieć, otwieram książki w zaznaczonych zagiętymi rogami miejscach i czytam tamtą historię jeszcze raz, opowiadam ją na głos, tak jak układa mi się w głowie, jak ją słyszę zewsząd i wewnątrz. Nie piszę niczego nowego. Raczej ścieram kurz, wyciągam starocie, układam. Marzy mi się, że w ten sposób zbliżamy się jednak do zakończenia tej cholernej wojny. Dla Ciebie. A wtedy i my, i oni, także ten Pan, który pośet na górę, na poddasze do Taty — będziemy mogli zasnąć, wreszcie odpocząć, oddychać spokojnie i swobodnie. A potem się obudzić. Tymczasem — nie bój się. Tata czuwa.