to wszystko było tobą, a tam wewnątrz

tylko złudzenie, owa piękna złuda

kobiety wszelkiej, co chętnie w klejnoty

stroi się, włosy czesze i poprawia.

I tak umarłaś, jak niegdyś kobiety

marły, umarłaś w ciepłym swoim domu

położnic śmiercią, co pragną z powrotem

zamknąć się i już nie mogą, albowiem

ta ciemność, którą urodziły wespół,

raz jeszcze wraca i pili, i wkracza.