Ja już się śmiałem.
Nie mogłem pojąć, dlaczego ten człowiek tam się nie śmieje. Maszyna jakaś zaczęła turkotać, ale zaraz znów zamilkła, zamieniano słowa, potem podniósł się znowu ten sam energiczny głos i rozkazał:
— Dites nous le mot: avant.40
Sylabizując:
— A-v-a-n-t.
Cisza.
— On n’entend rien. Encore une fois41...
I oto, kiedy tam bełkotało tak ciepło i tak soczyście jak gąbka — w tej chwili po raz pierwszy od wielu, wielu lat zjawiło się! To, co mnie rozsadzało pierwszym, głębokim przerażeniem, gdy jako dziecko leżałem w gorączce: to Wielkie. Tak, tak zawsze mawiałem, kiedy wszyscy stali wkoło mego łóżka i macali mi puls, i pytali, co mnie przestraszyło:
— To Wielkie.
A kiedy lekarza wzywali i on był, i przemawiał do mnie, wtedym go prosił, aby się tylko postarał, by to Wielkie sobie poszło, bo wszystko inne to nic. Ale on był taki jak inni. On go zabrać nie mógł, choć przecież wówczas byłem mały i tak łatwo było mi pomóc.