Cuius est natura
Sensus odurzare...
— Dlaczego opium usypia? — Ponieważ posiada własności usypiające...
A teraz porównajmy piąty rozdział Rozprawy o metodzie i jego tak piękny i jasny (poza naturalnymi w owej epoce błędami) wykład o krążeniu krwi9, z tym ustępem:
...nazywam ją melankolią hypochondriaczną, aby ją odróżnić od dwóch innych; albowiem słynny Galenus rozróżnia uczenie, jak mu to jest właściwym, trzy rodzaje tego cierpienia, które nazywamy melankolią, tak nazwaną nie tylko przez Latynów, ale już przez Greków, co jest szczególnie godne uwagi ze względu na naszą sprawę. Pierwsza, która pochodzi z samoistnej wady mózgowia; druga, która ma swoją przyczynę we krwi, nasyconej i przeładowanej czarną żółcią; trzecia, zwana hypochondriaczną, z którą tu właśnie mamy do czynienia, a która powstaje ze skazy w którejś z okolic kałduna i w ogóle dolnych części ciała, w szczególności zaś śledziony, której gorącość i zaognienie doprowadza do mózgu chorego wielką obfitość materii sadzowatej, gęstej i nieczystej, której wyziewy czarne i złośliwe sprowadzają zakłócenie w funkcjach czynności zasadniczej i powodują chorobę, którą wykryliśmy w nim i udowodnili za pomocą naszego rozumowania z całą oczywistością... etc. etc.
(Pan de Pourceaugnac, Akt I, Scena 11).
Jeżeli Molier, przesiąknięty już na wskroś nowożytnym sposobem myślenia, wali raz po raz jak obuchem w medycynę ówczesną, to dlatego, iż ona była punktem, na którym skupiały się, w najjaskrawszej postaci, wszystkie właściwości scholastycznych przeżytków. A kto by nie doceniał wagi i trudności zwycięstwa odniesionego nad filozofią autorytetu, temu przypomnę cytowany już na innym miejscu fakt, iż, na niewiele lat przed ukazaniem się tej książeczki, w r. 1614, trybunał paryski wyświecił ze swego okręgu trzech ludzi, którzy „chcieli podtrzymywać publicznie tezy przeciw nauce Arystotelesa, zabronił wszelkiej osobie ogłaszać, sprzedawać i rozpowszechniać twierdzeń zawartych w tych tezach pod rygorem kary cielesnej, i, pod karą śmierci, nauczać jakichkolwiek maksym przeciw dawnym i uznanym autorom”. Ale stokroć cięższą i trudniejszą jeszcze niż walka z zewnętrznym oporem była walka w samym sobie: przykład samego Descartes’a, w którego kosmogonii i metafizyce, mimo tak potężnego wewnętrznego wysiłku, zostało jeszcze nieco nawyku do scholastycznych rojeń, jest tego najbardziej wymownym dowodem.
Im dalej posuwamy się w wiek XVII i XVIII, tym bardziej kartezjanizm przenika wszystkie umysły. Ks. Genest10 układa filozofię Descartes’a w wierszach, Fontenelle przyprawia, ze znacznym talentem, astronomię w rodzaj madrygału; literatura przybiera coraz bardziej naukowy i geometryczny charakter. Najlepsi pisarze oddają swoje pióra służbom nauk i ścigają wszędzie mechanizm stałych praw, na drodze wskazanej przez Rozprawę o metodzie: Montesquieu rzuca podwaliny nauk politycznych i socjologii; Wolter stara się ująć historię — dotąd, wraz z Bossuetem, tłumaczącą wszystko ciągłą i doraźną interwencją „palca bożego” — w stałe i niezmienne prawa, te same, które panują w mechanice lub chemii.
Oto dytyramb na cześć kartezjanizmu, mimo iż nie wymienia nazwiska Descartes’a11, zawarty w jednym z Listów perskich Montesquieu (XCVII, List Usbeka).
...Są tutaj filozofowie, którzy, po prawdzie, nie dosięgli szczytu wschodniej mądrości; nie wzbili się aż do świetlistego tronu; nie słyszeli niewymownych słów, którymi rozbrzmiewają koncerty aniołów, nie odczuli straszliwych paroksyzmów boskiego szaleństwa. Zostawieni samym sobie, pozbawieni świętych cudów, postępują w milczeniu śladami ludzkiego rozumu.