Harry’emu zrzedła mina, oczy jego napełniły się łzami i z czułym wyrzutem spoglądał na lady Vandeleur.

— Lady — rzekł — co znaczy ta zniewaga? Źle sądzę o tym, kto nie umie przebaczyć. Ale opuszczać przyjaciół.... zrywać więzy przywiązania...

Nie mógł mówić dalej, wzruszenie zdławiło mu gardło i zaczął płakać.

Lady Vandeleur patrzyła na niego z osobliwym wyrazem twarzy.

„Ten głuptasek — myślała — wyobraża sobie, że nas coś łączy. Dlaczego nie miałby zostać lokajem moim zamiast być sługą generała? Jest łagodny, uczynny i zna się na toaletach, a zresztą: ochroni go to od złych przygód. Jest zbyt ładny, by nie wpaść w ręce kobiety”.

Tej samej nocy rozmówiła się z generałem, który już żałował swej porywczości i Harry został przeniesiony do wydziału damskiego, gdzie życie jego pełne było rajskiej ponęty. Był zawsze ubrany z niezwykłą wytwornością, nosił piękne kwiaty w butonierce i zabawiał gości taktownie i wesoło. Dumą jego było niewolnicze służenie pięknej kobiecie. Rozkazy lady Vandeleur przyjmował jako dowody łaski i chętnie się tym afiszował przed ludźmi, ściągając na siebie pogardę i drwiny ze swej roli mężczyzny — garderobianej i modniarki. Nie brał też swego życia z punktu widzenia moralności. Mężczyźni były to istoty złe, a spędzić z subtelną kobietą dzień na dobieraniu strojów było dla niego pobytem na zaczarowanej wyspie z dala od burz życiowych.

Pewnego poranku wszedł do salonu i zaczął porządkować nuty na fortepianie. W drugim końcu pokoju lady Vandeleur rozmawiała w podnieceniu ze swym bratem, Charliem Peridragonem, starym kawalerem, zniszczonym przez hulaszcze życie i kulejącym na jedną nogę. Na wejście sekretarza osobistego nie zwrócili najmniejszej uwagi i ten mimo woli był świadkiem takiej oto rozmowy.

— Dziś lub nigdy — rzekła lady — raz wreszcie trzeba to zrobić, i właśnie dziś.

— Dziś, jeżeli tak ma być — odparł brat z westchnieniem — ale, Klaro, jest to krok fałszywy, krok rujnujący, krok, którego całe życie będziemy ciężko żałować.

Lady Vandeleur spojrzała na brata stanowczo, choć trochę dziwnie.