Szybko zjadł śniadanie i pojechał do urzędu policyjnego, gdzie tymczasem przywieziono zwłoki. Gdy je zobaczył, rzekł:
— Tak, poznaję, to straszne odkrycie... Są to zwłoki sir Danversa Carew.
— Mój Boże — zawołał urzędnik — czy to możliwe? Ta sprawa wywoła wielkie poruszenie. Czy może nam pan być pomocny w ujęciu złoczyńcy?
I urzędnik policyjny opowiedział szczegółowo, co służąca zeznała, i pokazał połamaną laskę.
Teraz Utterson nie miał żadnych więcej wątpliwości, że sprawcą jest Hyde. Dziwne było jednak, że laska, którą zamordował Danversa Carew, należała do — doktora Jekylla. Sam mu ją przed laty podarował...
— Czy ten Hyde jest niskiego wzrostu? — zapytał.
— Bardzo niski; ma nieprzyjemną, złą twarz, tak go przynajmniej opisuje dziewczyna — rzekł urzędnik policyjny.
Utterson zamyślił się, potem rzekł:
— Jeśli pan ze mną pojedzie, sądzę, że zdołam panu wskazać jego mieszkanie.
Działo się to około dziewiątej przed południem; był to mglisty dzień jesienny. Jak olbrzymia, czekoladowej barwy płachta, zwisał firmament nisko nad miastem; wiatr rozpędzał gęste kłęby mgły. Dorożka przejeżdżała przez ulicę miasta i zbliżała się do nędznego przedmieścia Soho, miejsca zamieszkania najuboższych, najnędzniejszych ludzi w okolicy.