Ale na myśl, że zabłądzono do mnie przez pomyłkę i że pawilon jest w niebezpieczeństwie, zapomniałem o sobie. Musiałem zrobić wysiłek, żeby wejść w czarny, nieprzenikniony gąszcz otaczający kotlinkę. Szedłem po omacku ku wydmom, pod razami ulewy i podmuchów wiatru, ogłuszony hukiem, w strachu, że za każdym krokiem mogę potrącić niewidzialnego wroga. Ciemność była tak straszna, że nie dostrzegłbym nawet całego wojska, gdybym był nim otoczony, a łoskot burzy tak silny, że słuch mój nie działał równie dobrze, jak wzrok.

Do rana patrolowałem koło pawilonu. Czas dłużył się nieskończenie, nie widziałem żadnej żywej istoty i nie słyszałem nic, prócz szumu wichru, morza i deszczu. Światło na górnym piętrze sączyło się przez szparę w okiennicy i czuwało wraz ze mną aż do świtu.

V. Rozmowa między Klarą, Northmourem i mną

Z nastaniem dnia wycofałem się do mej kryjówki między pagórkami, aby tam zaczekać na moją żonę. Ranek był szary, burzliwy i melancholijny. Wiatr ucichł nad ranem i tylko czasem podmuchy jego dawały się czuć od brzegu. Morze opadło, ale deszcz wciąż lał niemiłosiernie. W całej tej pustce wśród wydm nie widać było żywej duszy. A jednak pewien byłem, że okolica roi się od ukrytych wrogów. Przekonywał mnie o tym kapelusz unoszący się nad piaskami i światło, które zbudziło mnie w nocy. Były to głośne sygnały niebezpieczeństwa grożącego Klarze i jej towarzyszom w pawilonie.

Przed ósmą drzwi się otworzyły i ujrzałem drogą jej postać zdążającą ku mnie wśród ulewy. Czekałem na nią na brzegu, podczas gdy szła przez wydmy.

— Tak trudno mi było przyjść — zawołała. — Oni nie chcieli, abym wychodziła na deszcz.

— Klaro — zagadnąłem — nie boisz się?

— Nie — odrzekła z prostotą, która mnie napełniła ufnością. Bo żona moja była nie tylko najlepszą, lecz i najodważniejszą z kobiet. Siła charakteru szła u niej w parze z powabem i dobrocią, co rzadko się zdarza.

Opowiedziałem jej wszystko, co zaszło. Zbladła, ale nie straciła panowania nad sobą.

— Widzi pani, że jestem cały i zdrów — zakończyłem. — Ludzie ci nie mają względem mnie złych zamiarów. Inaczej nie żyłbym już tej nocy.