Northmour i ja wyjęliśmy rewolwery, Huddlestone, który już poprzednio nie chciał wziąć broni, gestem rozkazującym odsunął nas poza siebie.

— Niech Klara otworzy drzwi — rzekł. — Jeżeli dadzą salwę, będzie pod osłoną. Jestem kozłem ofiarnym. Grzechy moje dosięgły mnie.

Stojąc za nim z rewolwerem w pogotowiu, słyszałem, jak drżącym, pośpiesznym szeptem odmawia modlitwę. Tymczasem Klara, blada jak śmierć, ale całkowicie panująca nad sobą, odsunęła barykadę od drzwi. Jeszcze chwila — i pchnęła drzwi. Pożar i księżyc oświetlały wydmy mętnym migotaniem, a na niebie widać było słup dymu.

Pan Huddlestone z niepojętą siłą pchnął nas znienacka obu w tył i gdyśmy na chwilę stanęli osłupieni, niezdolni do czynu, wybiegł z pawilonu z rękami wysoko wzniesionymi nad głową, jak człowiek, który ma dać nurka.

— Oto jestem — wołał. — Jestem Huddlestone! Zabijcie mnie i oszczędźcie tamtych!

Jego niespodziane ukazanie się zaskoczyło naszych nieprzyjaciół, bo Northmour i ja mieliśmy czas ochłonąć i chwycić Klarę za ręce, rzucając się jej na pomoc, zanim cokolwiek zaszło. Ale zaledwie przestąpiliśmy próg, kilkanaście strzałów z różnych kotlin wśród wydm wybiegło z błyskiem i hukiem. Pan Huddlestone zachwiał się, wydał nieludzki krzyk, ścinający krew w żyłach, zamachał rękami w powietrzu i upadł na trawę.

Traditore! Traditore! — krzyczeli niewidzialni mściciele.

Ogień szerzył się tak szybko, że w tej chwili zapadł dach. Głośny, straszliwy łoskot ogłuszył nas na chwilę i kolumna ognia wzbiła się ku niebu. Widać ją było zapewne na dwadzieścia kilometrów dokoła. Śmierć Bernarda Huddlestone uczczona była piękną iluminacją.

IX. Jak Northmour wykonał swą groźbę

Trudno mi opowiedzieć dokładnie, co nastąpiło potem. Wszystko wydaje mi się zmorą nocną, gorączkowym majaczeniem. Klara westchnęła i byłaby upadła na ziemię, gdybyśmy nie podtrzymali jej bezwładnego ciała. Nikt na nas nie napadł, nie widzieliśmy nawet ani jednego napastnika. Zdaje się, że uciekliśmy od Huddlestone’a, nie spojrzawszy nawet na niego. Przypominam sobie tylko jak we mgle, że uciekałem w panicznym strachu, to niosąc Klarę w ramionach, to dzieląc ten ciężar z Northmourem, to wreszcie walcząc o posiadanie tego drogiego brzemienia. Nie pamiętam, dlaczego zdecydowaliśmy się udać do mego obozu w Hemlock i jak tam dotarliśmy. Stoi tylko wyraźnie przed mymi oczami chwila, gdy Klara leżała, rzucona obok namiotu, ja zaś i Northmour tarzaliśmy się, walcząc, po ziemi. Northmour bił mnie rączką rewolweru po głowie i zranił mnie dwukrotnie. Upust krwi przywrócił mi przytomność.