Upłynęły całe trzy dni — aż dopiero pod wieczór dnia trzeciego posłyszeliśmy w lesie lekki gwizd, na który Alan natychmiast odpowiedział; wraz też znad brzegu rzeczki wyszedł dzierżawca, rozglądając się za nami w prawo i lewo. Wyglądał mniej markotnie niż poprzednio — i niewątpliwie był chyba zadowolony, że udało mu się uporać z tak niebezpiecznym zadaniem.

Opowiedział nam wszystkie nowiny miejscowe. Dowiedzieliśmy się więc, że cała kraina pełna była czerwonych kabatów; że znajdowano pochowaną broń, a pospólstwo doznawało co dzień srogich prześladowań; wreszcie, że Jakub i kilku z jego czeladzi zostali już zamknięci w więzieniu w Fort William, mocno podejrzani o spisek. Podobno roztrąbiono na wszystkie strony, że ów strzał padł z ręki Alana Brecka, wobec czego na jego głowę i na moją wydano wyrok śmierci i wyznaczono nagrodę stu funtów.

Słowem, wszystko było jak tylko mogło być najgorzej, a mały liścik, który dzierżawca przyniósł nam od pani Stuartowej, był niesłychanie smutny. Zaklinała w nim Alana, żeby nie dał się schwytać, zapewniając go, że gdyby wpadł w ręce żołnierzy, to zarówno on, jak i Jakub, byliby już straceni. Drobna sumka, jaką nam przysyłała, stanowiła wszystko, co mogła wyżebrać lub pożyczyć, a ofiarodawczyni słała modły do Boga, żebyśmy z tego jakoś potrafili wyżyć. W końcu nadmieniła, że załącza jeden z wyroków śmierci, w których opisano nasz wygląd.

Temu przyjrzeliśmy się z wielką ciekawością, ale i niemałą obawą, po trosze tak, jak zwykło się spoglądać w zwierciadło, a po trosze tak, jakby ktoś spozierał w lufę strzelby przeciwnika, by sprawdzić, czy dobrze wycelowana. Alan był tam określony jako „człek niskiego wzrostu, ospowaty, żwawy, lat około trzydziestu pięciu, ubrany w kapelusz z piórem, w błękitny surdut francuski ze srebrnymi guzikami i mocno już spłowiałymi galonami, w czerwoną kamizelkę i w pluderki z czarnego sukna”; ja zaś jako „chłopak wysoki i krzepki, lat mniej więcej osiemnastu, odziany w stary błękitny kubrak, bardzo podarty, w starą góralską magierkę236, w długą samodziałową kamizelkę, błękitne pludry; łydki ma gołe, na nogach trzewiki, jakie noszą na nizinach, pozbawione nosków; mówi jak Doliniak i nie ma zarostu”.

Alan był na ogół zadowolony, widząc, że tak dokładnie zauważono i opisano jego elegancję; jedynie gdy doszedł do słowa „spłowiałe”, spojrzał nieco zmartwionym wzrokiem po swoich wyłogach. Co do mnie, pomyślałem sobie, iż w tym wyroku wyszedłem na istnego straszaka lub ostatniego obszarpańca; wszakoż byłem też mocno zadowolony, gdyż skoro pozbyłem się owych łachmanów, rysopis przestał mi zagrażać niebezpieczeństwem — ba, stał mi się nawet osłoną.

— Alanie — ozwałem się — powinieneś zmienić odzienie.

— Nie, dalibóg nie! — odrzekł Alan. — Nie mam innego ubrania. Ładnie by to wyglądało, gdybym do Francji wrócił w magierce!

Nasunęło mi to inną myśl, a mianowicie tę, że gdybym odłączył się od Alana i jego zdradliwej odzieży, byłbym zabezpieczony przed aresztowaniem i mógłbym swobodnie załatwiać własne sprawy. Nie dosyć na tym, bo nawet gdyby przypuszczalnie mnie aresztowano, idącego samopas, miano by przeciwko mnie mało dowodów obciążających; natomiast gdyby mnie pojmano w towarzystwie rzekomego zabójcy, los mój stałby się o wiele cięższy. Względy szlachetności nie pozwalały mi wypowiedzieć głośno tej myśli — niemniej ona wciąż zaprzątała mi głowę.

Jeszcze więcej myśl ta zaczęła mnie nurtować, gdy dzierżawca wydobył zieloną sakiewkę, zawierającą cztery gwinee w złocie i bez mała gwineę w koprowinie. Prawda, iż było to więcej, niżem237 ja posiadał; atoli gdy Alan, z niespełna pięcioma gwineami przy duszy, wybierał się aż do Francji, to ja, z niespełna dwiema, miałem dostać się ledwo do Przewozu Królowej. Tak więc biorąc rzeczy w należytej mierze, towarzystwo Alana ściągało nie tylko niebezpieczeństwo na me życie, ale i obciążało nie pomału238 moją kieszeń.

Wszakoż żadna myśl tego rodzaju nie postała w głowie mego zacnego druha. On mniemał, że mi służy, dopomaga i broni mej osoby. Cóż mogłem zrobić innego, jak trzymać język za zębami i podzielać dalsze przygody mego towarzysza?