— Nie mogę — odrzekła, potrząsając główką. — Nie, nie mogę.
— A gdybyś mogła?
Ona nic na to nie odpowiedziała.
— Słuchaj no asińdźka — rzekł Alan — u was tu nie brak łodzi; widziałem ich ze dwie przynajmniej na wybrzeżu, gdym mijał wasze miasto. Otóż jeżeli uda się nam dostać łódkę, która pod osłoną nocy przewiozłaby nas do Lothian, oraz jakiegoś zaufanego, uczciwego człowieka, który by odwiózł tę łódkę z powrotem i utrzymał język za zębami, tedy dwa życia byłyby ocalone: moje według wszelkiego prawdopodobieństwa, jego zaś z całą pewnością. Jeżeli nie dostaniemy łodzi, za cały majątek doczesny pozostaną nam jeno trzy szylingi; gdzież wtedy pójdziemy, co poczynimy z sobą i co nas czeka, oprócz kajdan i szubienicy? Słowo daję waćpannie, iż nie wiem! Czyż mamy nadal tułać się w nędzy, panienko? Będziesz li spoczywała w swym ciepłym łóżeczku, myśląc o nas, gdy wiatr zahuczy w kominie, a deszcz szemrzeć będzie po strzesze? Będziesz li rumianą swą buzią spożywała jadło, myśląc o tym biednym, schorzałym chłopaku moim, który kędyś tam na czarnych ugorach będzie palce gryzł z zimna i głodu? Czy zdrów, czy chory, będzie musiał wędrować z miejsca na miejsce; będzie musiał z gardłem obłożonym okropną chrypką wlec się na deszczu po nieskończenie długich drogach, a kiedy będzie konał kędyś na pościeli z zimnych głazów, nie będzie przy nim żadnego przyjaciela, oprócz Boga i mnie.
Widziałem, iż na to wezwanie dziewczę bardzo się zafrasowało, gdyż brała ją pokusa, by nam dopomóc, a jednocześnie bała się po trosze, czy nie będzie pomagała złoczyńcom; wobec tego postanowiłem teraz wystąpić we własnym imieniu i odrobiną prawdy rozwiać jej wątpliwości.
— Słyszałażeś kiedy waćpanna — ozwałem się — o imć307 panu Rankeillorze z Ferry?
— Rankeillor? Pisarz? — odpowiedziała. — Juści, żem słyszała!
— Dobrze — rzekę na to — otóż jego dom jest celem mej podróży, z czego asińdźka możesz osądzić, czy jestem złoczyńcą; powiem asińdźce jeszcze coś więcej, a mianowicie, że chociaż istotnie, wskutek straszliwej omyłki, życie moje narażone jest na pewne niebezpieczeństwo, jednakże król Jerzy nie ma w Szkocji wierniejszego sojusznika nade mnie.
Rozjaśniło się na to jej oblicze, za to Alan sposępniał.
— Nie chcę już pytać o nic więcej — powiedziała. — Pana Rankeillora wszędy308 tu znają.