— Dobrze, dobrze — odrzekł. — Przypuszczam, że jeszcze zdołamy ci się przypodobać. Ale po cóż my tu stoimy? Tu takie przenikające zimno... a jeżeli się nie mylę, to tam już na Zgodzie gotują się do odjazdu.

Rozdział IV. Co mi się przydarzyło u „Przewozu Królowej”

Skorośmy przybyli do karczmy, Ransome zaprowadził nas po schodach do małego pokoiku; było tam zastawione łóżko, a na węglach płonęło wielkie ognisko, iż było gorąco jak w piekarni. Tuż przy kominie siedział za stołem wysoki, posępny, surowo spoglądający mężczyzna i coś tam pisał. Pomimo wielkiego gorąca w pokoju, ubrany był w gruby kaftan marynarski, zapięty aż pod szyję, i wysoką, włochatą czapę, naciśniętą na uszy; nigdy jeszcze nie widziałem takiego człeka (choćby to był i sędzia w trybunale) który by się zdawał z pozoru bardziej zimny, gorliwy i panujący nad sobą, jak ten kapitan okrętu.

Naraz powstał i występując wprzód, podał szeroką dłoń Ebenezerowi.

— Szczycę się, iż cię oglądam, panie Balfour — ozwał się głosem bardzo grubym — i cieszę się, żeś waszmość przybył na czas. Wiatr jest wspaniały, a odpływ właśnie się zmienia; przed nocą zobaczymy stary kubeł z węglami płonący na wyspie Majowej.

— Kapitanie Hoseason — rzekł mój stryj — zanadto waćpan ogrzewasz swój pokój.

— Taką mam nawyczkę, panie Balfour — odparł szyper. — Jestem człowiekiem zimnego usposobienia; krew mam zimną, mości panie. Ani futro, ani flanela... nic, mosterdzieju, nawet gorący rum, nie rozgrzeją tego, co się zowie temperamentem. Dzieje się to samo, mości panie, z bardzo wielu ludźmi, którzy zwęglili się, jak to powiadają, na morzach podzwrotnikowych.

— Dobrze, dobrze, kapitanie — odpowiedział stryj — wszyscy musimy być tacy, jakimi nas zrobiono.

Atoli57 zdarzyło się, że owo dziwactwo kapitana bardzo wiele przyczyniło się do mych nieszczęsnych kolei. Albowiem, choć sobie przyrzekłem, iż mego krewniaka nie spuszczę z oka, to jednak byłem tak żądny obaczenia morza z większej bliskości, a jednocześnie tak znużony ciasnotą pokoju, że gdy stryj mi polecił, bym „zbiegł na dół i zabawił się przez chwilę”, ja w swej głupocie dałem posłuch jego słowom.

Tak więc wyszedłem, pozostawiając obu mężczyzn, siedzących przy flaszce i za całą stertą papierów, i przeszedłszy w poprzek gościńca przed samą karczmą, zstąpiłem na wybrzeże. W tym zakątku, mimo panującego wiatru, o brzeg uderzały tylko drobne fale, niewiele co większe od tych, jakie widywałem był na jeziorze. Za to nowością były dla mnie charszcze58 — jedne zielone, inne brunatne i podłużne, inne zaś pokryte pęcherzykami, które trzaskały mi w palcach. Choć ta odnoga59 daleko zachodziła w głąb lądu, to jednak zapach wody morskiej i tu był nadzwyczaj słony i drażniący; ponadto Zgoda zaczęła potrząsać żaglami, co pękami wisiały na rejach — a nastrój wszystkiego, com spostrzegał, usposobił mnie do myśli o dalekich podróżach i obcych krainach.