Czatownia była bardzo mocno budowana, by mogła się oprzeć uderzeniom bałwanów. Z pięciu jej otworów jedynie okno w suficie i dwoje drzwi były na tyle szerokie, że mógł się przez nie człowiek dostać do wnętrza. Poza tym drzwi można było zatarasować: były one z tęgiego drzewa dębowego, dawały się przesuwać w żłobkach, a przy tym opatrzone były hakami, tak iż można je było trzymać w miarę potrzeby bądź otwarte, bądź zamknięte. Jedne, które były już zamknięte, zabezpieczyłem w ten sposób, ale gdym już miał zasunąć i drugie, Alan mnie powstrzymał.

— Dawidzie — ozwał się — jestem na tyle śmiały, że nazywam waćpana po imieniu Dawidem, bo nie mogę sobie przypomnieć nazwiska aścinego majątku... te drzwi, póki otwarte, stanowić będą najlepszy z mych szańców.

— Wszelakoż lepiej byłoby je zamknąć! — mówię na to.

— Nie, nie, Dawidzie — odpowiedział. — Sam widzisz, że mam tylko jedno oblicze; atoli dopóki te drzwi będą otwarte, a moja twarz będzie ku nim zwrócona, większość mych nieprzyjaciół znajdować się będzie przede mną, gdzie zawsze mieć ich sobie życzę.

Potem dał mi kordelas (których tam było kilka, oprócz broni palnej), a wybrał go po starannym zbadaniu całej zawartości skrzyni, przy czym trząsł głową i powiadał, że nigdy w życiu nie widział gorszego oręża; następnie zaś posadził mnie za stołem, gdzie położył rożek z prochem, workiem kul i wszystkimi pistoletami, które kazał mi nabijać.

— A powiem ci, że będzie to lepsze zajęcie — mówił — dla szlachcica zacnego rodu niż szorowanie talerzy i nalewanie wódki jakowymś smoluchom i wycieruchom okrętowym.

To rzekłszy, stanął pośrodku, obrócony twarzą ku drzwiom i dobywszy wielkiego swego pałasza, jął nim machać, próbując miejsca, gdzie miał szermować orężem.

— Muszę stać kołkiem na jednym miejscu — rzekł, potrząsając głową — i szkoda! Nie da to mi pola do rozwinięcia mej pomysłowości, która wżdyć109 jest najlepszą obroną. Ty zaś teraz nabijaj tylko wciąż pistolety i uważaj na mnie.

Odpowiedziałem, że będę tuż na każde jego słowo. Pierś mi się ściskała, usta zaschły, światło ciemniało mi w oczach; myśl o gromadzie, która niebawem spaść miała na nas, nadała drżące tętno memu sercu; a morze, którego plusk słyszałem dokoła brygu, morze, do którego, jak mi się zdawało, jutro wrzucą moje zwłoki, dziwnie jakoś działało na mą duszę.

— Przede wszystkim — rzekł Alan — ilu ich jest przeciwko nam?