W końcu, a było to około wpół do jedenastej, doszliśmy do krawędzi jakiegoś urwiska i w dole, pod sobą, dostrzegliśmy światła. Zdawało się, jak gdyby drzwi jakiegoś domu stały otworem, wysyłając snop blasku od świec i ogniska; zaś dokoła domu i obejścia biegało pędem pięć do sześciu osób, z których każda miała w ręce zapalone łuczywo.
— Jakub musiał już coś tam wymyślić — ozwał się Alan. — Gdyby tutaj, zamiast nas obu, stali żołnierze, miałby ci się z pyszna! Ale przypuszczam, że on już postawił warty na drodze, a przy tym wie doskonale, że żaden żołnierz nie odnajdzie drogi, którąśmy tu przyszli217.
To rzekłszy, zagwizdał trzykrotnie w jakiś osobliwy sposób. Dziw było patrzeć, jak na pierwsze świśnięcie wszystkie uwijające się pochodnie stanęły w miejscu, jak gdyby ci, którzy je nieśli, czegoś się zatrwożyli — i jak na trzeci gwizdek rozpoczęła się znów krzątanina jak wprzódy218.
Uspokoiwszy w ten sposób umysły tych ludzi, zeszliśmy z urwiska; u podwórzowej bramy (gdyż miejsce to wyglądało na dostatni folwark) powitał nas wysoki, przystojny mężczyzna lat może pięćdziesięciu, który zawołał na Alana po gallicku.
— Jakubie Stuarcie — rzekł Alan — proszę cię, byś mówił po szkocku, gdyż ze mną przybył młody szlachcic, który nie rozumie naszego języka. Oto on — dodał, biorąc mnie pod ramię — jest to młody szlachcic z Nizin i dziedzic wielkiej majętności w swym kraju, lecz sądzę, że wyjdzie mu to bardziej na zdrowie, jeżeli pominiemy jego nazwisko.
Jakub z Wąwozów zwrócił się do mnie na chwilę i przywitał się ze mną dość grzecznie; po chwili zwrócił się znów do Alana.
— Było tu straszne wydarzenie — zawołał. — Ono ściągnie nieszczęście na cały kraj!
I załamał ręce z rozpaczą.
— Sza! — odrzekł Alan. — Wespół z tą goryczą mamy i osłodę. Colin Roy nie żyje, za co niebu niech będą dzięki!
— Tak, tak — ozwał się Jakub — na mą duszę, wolałbym, by on znów ożył! Miło to było przedtem szastać się i przechwalać... ale teraz już się stało, Alanie! I któż poniesie hańbę za ten postępek? Zabójstwo zdarzyło się w Appinie... zważ to, Alanie... i Appin musi to przypłacić swą skórą... ja zaś jestem obarczony rodziną.