— Uczyniłem to, ale odmówił. Ówczesny rezultat nie był dlań zgoła ponętny.
Obaj wybuchli wesołym śmiechem, jakby ich radowało niepowodzenie detektywa.
— Zdaje się, Barnes miał podejrzenie, iż rubin zostanie skradziony tego wieczoru i zawiadomił Van Rawlstona o obecności złodziei pośród zaproszonych.
— Doprawdy? Dziwi mnie tedy, że mimo całej chytrości, nie zdołał schwytać winowajcy.
Znowu roześmiali się obaj, a Mitchel zaproponował, by poszli do klubu. Gdy dotarli na miejsce, zawiadomił odźwierny Mitchela, że jest Randolph i chce się z nim widzieć. Poszli tedy do salonu, a Randolph zbliżył się zaraz.
— Dobry wieczór! Chciałeś mnie widzieć?
— Nic szczególnego. Przybyłem tu na kolację i chciałem mieć towarzystwo. Tyle tylko. Jedzenie, to brzemię ciężkie, możliwe do udźwignięcia tylko w dobrem towarzystwie. Mr. Thauret, czy mogę kazać dać nakrycie także i dla pana?
— Z całą przyjemnością! — odparł.
— Dobrze. Załatwię to. Tymczasem jednak muszę jeszcze napisać parę listów i proszę o chwilkę czasu. Punkt siódma spotkamy się w małej sali.
Randolph wyszedł i udał się schodami na piętro, gdzie nań czekał Barnes.