— Jestem tego samego co pan zdania, panie Barnes, i nie mam wcale za złe, że pan podziwiasz broszkę moją.

Rzekłszy to, odpięła kameę i podała mu. Była zupełnie podobna do guzików Mitchela, tylko miała oprawę z brylantów i ozdobiona profilem Szekspira.

— Zdziwi pana, zapewne, że pierwotnie był to zwykły guzik.

— Guzik, możliwe, ale nie zwykły! — odparł z dobrze udanem zdziwieniem.

— To prawda. Wiadomo panu może, iż jestem zaręczona z przyjacielem pańskim?

Barnes potwierdził, kłaniając się.

— Niedługo po zaręczynach naszych, odbyłam podróż do Europy. Tam napotkałam jubilera, który ciął prześliczne kameje i to mnie skłoniło do zamówienia garnituru.

— Czy wszystkie były takie jak ta broszka?

— Podobne, ale nie takie same. Ta ma na sobie profil Szekspira, tamte zaś Romea i Julji.

Barnes powziął decyzję wymierzenia walnego ciosu. Dobywszy z kieszeni guzik, podał go Emilji.