— Pana zrewidowano pierwszego, ja zaś śledziłem, gdyś pan opuszczał dworzec. Wracać najbliższym pociągiem nowojorskim i szukać w wagonie zestawionym na tor boczny, gdzie go czyszczono, to rzecz bardzo trudna. A choćby i tak, nie dopiąłbyś pan celu swego, bowiem kazałem zabrać wszystkie mydła i dać świeże.
Uśmiech na ustach Mitchela był dowodem, że słucha, a ostrożność detektywa bawi go.
— Ano, widzi pan, — rzekł Francuz wzruszając ramionami — nie mam kwalifikacji na rzezimieszka, a pozatem była jeszcze torebka, której nie mogłem przecież wcisnąć w mydło.
— Złodziej mógł ją wyrzucić oknem.
— Mr. Barnes, — rzekł Thauret, patrząc bystro i trochę niespokojnie — pamiętasz pan, widzę o wszyskiem. Czy jednak zdaniem pańskiem, złoczyńca ukrył klejnoty w pociągu?
— Ukrył je poza pociągiem! — powiedział Barnes szybko i spostrzegł z wielkiem zadowoleniem, że obaj panowie drgnęli zlekka. Mitchel, sądząc widocznie, że pora przyłączyć się do tej gry, opuścił Emilję i podszedł do innych.
— Rozmawiacie panowie o kradzieży w pociągu?
— Tak! — wykrzyknęła Dora. — Jakże cudownie wykrył wszystko Mr. Barnes!
— Wykrył wszystko... naprawdę?
— Tak. Wie kto jest złodziejem i że ukrył klejnoty poza pociągiem.