— Zgoda, przyjmuję zakład! Napiszę na kartce przypuszczenie moje, a jeślibyś pan odgadł, winien jestem dobrą kolację.
Nakreśliwszy słów kilka, podał kartkę Dorze.
— Sądzisz pan, że złodziej oddał poprostu torebkę pomocnikowi swemu na stacji umówionej?
— Brawo! — wykrzyknęła Dora. — Jesteś pan istotnie wielkim detektywem. To samo jest tutaj napisane. Zakład wygrany!
— Mr. Barnes, czy chcesz pan wygrać jeszcze jeden zakład? — rzekł Francuz, podkreślając każdą sylabę.
— Oczywiście! — odparł detektyw ostro.
— Zakładam się oto, że rozwikławszy kiedyś ten przypadek, dojdziesz pan do przekonania, iż żadne z tych przypuszczeń nie było słuszne.
— Nie mogę przyjąć tego zakładu, gdyż wiem doskonale, że nie wspomniano tu dotąd o metodzie prawdziwej złodzieja.
— Acha! Masz pan, widzę, jedną jeszcze hipotezę! — rzucił Thauret szyderczo niemal.
— Tak jest i to prawdziwą! — odrzekł Barnes. — Ale wolę ją zachować dla siebie.