— Uczyniłem to bezpośrednio przed odjazdem!
Istotnie, na biurku leżała nie otwarta depesza, która nadeszła już po pójściu Barnesa na maskaradę.
— Ano... — rzekł detektyw. — Nie jest to pańską winą! Ten drab ma djabelskie szczęście! W jakiż sposób wpadłeś pan na myśl, że wrócił do Nowego Jorku? Wszakże był chory?
— Podejrzewałem, że idzie tu wyłącznie o alibi. Aby być pewnym stanąłem w tym samym hotelu i poprosiłem o pokój w pobliżu przyjaciela mego, Mitchela. Dano mi sąsiedni, otwarłem drzwi, wszedłem i zastałem pokój pusty. Ptaszek uleciał.
— Wracajże pan najbliższym pociągiem do Filadelfji i uczyń co się da by wymiarkować, kiedy wróci. Napewno wyjechał i będzie jutro leżał w łóżku... albo nie jestem Barnes. Przywieź mi pan dowody, a zapłacę pięćdziesiąt dolarów. Prędko!
Rozdział jedenasty. Barnes otrzymuje kilka listów
Dnia 3 stycznia rano, otrzymał Barnes kilka listów, związanych z opowieścią niniejszą. Pierwszy, jaki otwarł był krótki:
— Jeśli Mr. Barnes będzie łaskaw jak najspieszniej przybyć, zobowiąże wielce Emilję Remsen.
Odczytał to dwa razy, poczem wziął list następny:
Łaskawy Panie!