Świat klęsk na ten świat ściągnął, Grzech i Śmierć, cień Grzechu,
I przewodniczkę Śmierci, Nędzę, w strasznym śpiechu.
Smutny to urząd!
Smutny, ale nie mniej godny wielkiego poety niż wszelkie epopeje czysto wojennej treści na kształt homeryckich, do których poeta, jak tu stanowczo stwierdza, nie czuje się powołany.
Z wieczora Szatan z gotowym już pomysłem zdradzieckiego czynu powraca do raju i wciela się w śpiącego węża. Nie wymija tu wcale poeta, jak to później uczynił Byron, trudnej kwestii poniżenia wielkiej postaci Szatana przez tę nikczemną metamorfozę: owszem, stara się to poniżenie psychologiczne uzasadnić; bo oto, co mówi Szatan w swym monologu przed zstąpieniem w węża:
Podły stan, którego się ja, Duch, muszę chwycić,
Com się stopniem śród Bogów najwyższym mógł szczycić!
W bestii z bestialską śliną zacność dzielić,
W ten gad wieczną Istotę wgadzinić i wcielić,
Istotę co się pięła do Bóstwa najwyżej!