Widzą, jak się groźliwe twarze w bramę cisną.
Im tylko w oczach głownie ogniste zabłysną.
Kilka łez przyrodzonych oboje wyleją,
Lecz je znów prędko otrą, krzepieni nadzieją.
Cały się świat szeroki przed nimi odsłania,
Gdzie mogli obrać miejsce do wypoczywania.
Tu im Opatrzność wodzem i gdzie pójdą dalej.
Wreszcie się, rękę kładąc do ręki, pobrali,
I z wolna drżące nogi stawiając, jak mogą,
Przez Eden w świat nieznany idą pustą drogą.