Strzeliste skowyty udręki.
Rany wyśpiewują hymny pochwalne dla człowieczej myśl i fosforyzują w głębi ciemnych mózgów.
Irygacja męki świadomość oczyszcza.
Głuchną dzienne wrzaski.
Przedśmiertny, junacki88 poznania kotylion.
Sypią się żubrowny89 rozpruwanych pojęć, niedokrewnych wspomnień opadają maski.
Dżdżysty wreszcie nastaje, złowieszczy poranek. Bez świegotu ptasząt.
Dogorywa świeczka czuwań całonocnych.
Gdzieś tuż w pobliżu zwykłego konania bose kroczy życie.
Człapiąc w grząskim ile, główną szosą do miasta podąża na jarmark.