O! Wunderful!168 Jakże proroczo ubiegłem wypadki. Dziś mi nietrudno bazgrać ten komentarz, gdy rzeczywisty przede mną materiał jest rozłożysty i dostępny zewsząd. Ale wówczas jeszcze, kiedy sterczałem nad ostatnią planszą, w pełni wrzała wojna i nie zaświtał przed nikim wynik. W owym właśnie czasie (a był dopiero rok siedemnasty naszego stulecia, w którym wyszła teka), powstał mój rysunek na ten oto temat, że go określę, pro-hypermózgowy, antymuskularny. Mr Havemeyer, proszę to uwzględnić i proszę pomyśleć: ja pierwszy, ja pierwszy umiałem zdmuchnąć mgliska przyszłości. Na potwierdzenie mojej wnikliwości we krwi i w pocie pracowała zwykła, twarda rzeczywistość!... Co więc stąd wynika?...
Pal sześć! Bawmy się dalej. Moja, moja wizja! Otóż i walka. Przewlekać nie można wielkiego napięcia, zwłaszcza że czyha horda muskułowców. A szkic ma na wskroś wizyjny charakter. Mowy tu nie ma o jakichś pretensjach do artystycznych walorów grafiki. Puch został starty wszelakiej impresji. Bez sentymentu i zalotnych wdzięków surowa linia, nieubłagana dla uchwycenia myślowej konstrukcji i umieszczenia jej w sytuacji. Gryzmoły zaleta jedyna być może w samego pomysłu wyrazie drżącym.
Scena jest taka (proszę krok za krokiem przy pomocy palca podążyć za mną):
SENSACJA
!NA ZIEMI DOTĄD NIEBYWAŁA!
Międzynarodowy Wielki Mecz Bokserski
w mieście New Yorku
o
panowanie, honory i godła
Wszechświatowego na ziemi Szampiona!!