...Przyjaciel naszego pisma, bawiący przygodnie w Toledo, donosi nam pod datą ubiegłego tygodnia, co następuje:

„Ożywienie w mieście, jakiego nie pamiętają najstarsi ludzie. Hotele zapchane. Wstawiono cały szereg nadzwyczajnych pociągów łączących nas ze stolicą kraju, a przez nią i ze światem całym. Generalne próby w dancingu przedśmiertnym, pod światłem kierownictwem właściciela i aranżera D. Yetmeyera, odbywają się z natężoną gorliwością niemal co dzień. Sprężystej dyrekcji pod niezawodnym przewodnictwem Jacinta Gouzdraleza udało się pozyskać stały współudział jednego z najwybitniejszych nowatorów baletu rosyjskiego: Igora Podrygałowa z Saratowa. Jego to inicjatywie, genialnej inwencji oraz niespożytej wytrwałości może zawdzięczać współczesna Rosja, że klęska głodu, opanowawszy zaledwie południowe gubernie sowieckiej republiki, wraz z nieodstępnym towarzyszem swej straszliwej dyktatury, a mianowicie z antropofagią, nie przeniosła się na środkowe i północne dystrykty byłego carskiego imperium. W najkrytyczniejszych chwilach inscenizował p. Podrygałow swoje niesamowite pomysły, pantomimiczne i taneczne, a przenosząc się z miasta do miasta, ze wsi niemal do wsi, odwracał uwagę podrażnionej i zrozpaczonej tłuszczy od najdotkliwszej codziennej udręki, którą jest brak chleba. Człowiek ten baletem swym Taniec głodomorów oraz hymnem »na powitanie ludożerców« więcej uczynił dla dobra matki Rosji aniżeli cała rada wysokich komisarzy na Kremlu wszystkimi swymi dotychczasowymi ukazami czy zakazami. Jest dziś apostołem, bohaterem, legendarną postacią wśród zmitrężonych mas nadnewskich czy nadwołżańskich mużyków358. Kronika życiowa pierwszego baletmistrza dancingu w Toledo — to wielka, współczesna, awanturnicza epopeja. Ograniczam się do zaznaczenia, że w Rosji cieszy się on sławą niezwyciężonego, nieśmiertelnego czarta, że liczy dziś lat czterdzieści dwa, że jest wdowcem, jakkolwiek był cztery razy żonaty i w końcu, że posiada dzieci dwanaścioro, wszystkie legalne i wszystkie kształcone w kunszcie choreograficznym, a mianowicie (według starszeństwa) siedmiu chłopców: Aliosza, Fiedor, Misza, Sasza, Szura, Wołodia i Wania, i pięć cór: Luba, Nadieżda, Olga, Sonia i Wiera. Pierworodny liczy lat piętnaście, ostatnia dziewczynka w trzeciej rozkwita wiośnie. Produkcje zespołu mają być zdumiewające. Podrygałow objął fachowe kierownictwo dancingowego baletu.

Odżyły najpiękniejsze tradycje Toleda. Napływ pątników wprost nieoczekiwany. Jak na wielkim, światowym jarmarku roją się barwne tłumy przybyszów, plamiąc szarzyznę europejskich kostiumów pstrokacizną egzotycznych strojów i gwarząc rozgłośnie we wszelkich możliwych językach czy narzeczach. Mimo poważnych wątpliwości, zastrzeżeń i podejrzeń, jakie nasuwa dancing Yetmeyera każdemu trzeźwo myślącemu dżentelmenowi, trudno oprzeć się wrażeniu, iż w ciasnych i spleśniałych murach starożytnej mieściny kiełkować zaczyna jakieś wielkie dzieło, że rośnie nowa jakaś siła, że płód dziwaczny w oczach nam dojrzewa, który niebawem olbrzymem się stanie, przekraczającym swobodnie granice wszystkich państw oraz przesądy wszelkich narodów.

Po raz wtóry już w dziejach ludzkości odgrywa hiszpańskie Toledo rolę kolebki światowego prądu religijnego. Twierdzi bowiem podanie, tutaj dziś bardzo popularne i w gorączkowych przemianach z ust do ust krążące, że arcykapłani jeruzalemscy przed wydaniem ostatecznego wyroku na Chrystusa zapytywali toledańskich rabinów, cieszących się wielką wśród ówczesnego żydostwa estymą, czy należy zastosować karę śmierci wobec niepożądanego Mesjasza? Odpowiedź brzmiała wyraźnie: »Nie krzyżować, człowieka nigdy nie uśmiercać!«. Specjalny posłaniec, wiozący to »veto«, spóźnił się jednak nadmiernie i przybył, kiedy Chrystus już zginął męczeńską śmiercią. Przypadek rozstrzygnął, ale wyrok Toleda inne losu koleje wyznaczał chrześcijaństwu aniżeli te, którymi podążyła Chrystusowa religia wskutek śmierci jej Stwórcy na krzyżu. Dziś znowu, w prastarej gocko-mameluckiej warowni nad Tajo, stajemy wobec potężnego, wszechświatowego problemu religijnego”.

Po otrzymaniu tych sensacyjnych wiadomości, zaangażowało pismo nasze, chcąc stanąć na wysokości służby sprawozdawczej, religiologa z Bostonu, profesora Mac Absurde i poleciło tej powadze naukowej pełnić w Toledo funkcje obserwatora obudzonego przez dancing ruchu religijnego. Mr Absurde odleciał do Europy naszym redakcyjnym aparatem, który jest kombinacją aero- i hydroplanu najnowszego systemu. Dzisiaj o świcie udał się w podróż nasz znakomity współpracownik w towarzystwie swej uroczej sekretarki Miss Grace Piperments. Listy tej pary na łamach „Suna” będą stanowiły prawdziwą chlubę nowoczesnej reporterki, jako nieprześcignione i bezkonkurencyjne źródło trafnych, obiektywnych i na głębokim zrozumieniu samego przedmiotu opartych sądów o przedsięwzięciu Mr Yetmeyera.

HERALD

z dnia 26 listopada 1921 roku, str. 69 — cała kolumna z rycinami:

Propaganda Yetmeyera. — Kinematograf myśli. — Chargé d’affaires Chińczyk A-to-tso u Lloyda George’a. — Tajemniczy list. — Nocne schadzki w czerwonym pałacu. — Na jachcie „Frivolous” palą pod kotłami.

Ustanowiliśmy podwójną służbę wywiadowczą w związku z wydarzeniami w Yetmeyerowskim dancingu. Cały sztab naszych wysłanników wraz z fotografami i kinowymi operatorami czuwa na miejscu w Hiszpanii nad każdym drgnieniem, znamionującym rozwój religijnego przedsiębiorstwa. A równocześnie, nie szczędząc kosztów i trudów oraz z poniechaniem wszelkich względów na osobiste bezpieczeństwo naszych sprawozdawców, staramy się uzupełniać informacje europejskie zdobyczami zebranymi na gruncie nowojorskim. W ten sposób spodziewamy się połączyć porwane nici akcji Yetmeyerowskiej i uwydatnić tło, na którym rozgrywają się wydarzenia, dziś już cały świat trzymające w niesłychanym napięciu.

Madrycki nasz kablogram opiewa: „W niedzielę odbył Yetmeyer w stolicy Hiszpanii dziesięć meetingów pod gołym niebem, propagując wobec dziesiątków tysięcy słuchaczy swoją dancingową ideę. Na większej ilości zebrań przemawiał sam miliarder, który wcale nieźle przyswoił sobie język torreadorów. Tu i ówdzie pomagał mu dyrektor administracyjny przedsiębiorstwa Jacinto Gouzdralez. Obaj mówcy rozwodzili się nad potrzebą szerzenia »religii myśli twórczej«, nad »budową kultury przy pomocy tańca« i nad »przymusowym cuceniem omdlałych dziejów«. Nikt nic nie rozumiał. Szanownym prelegentom, a szczególnie Yetmeyerowi, zgotowały tłumy uliczne olbrzymie owacje. Okrzykom i oklaskom nie było końca. Yetmeyera, powracającego do Toledo, odniesiono na rękach na dworzec kolejowy i wsadzono do przedziału usłanego kwiatami. Tuż przed odejściem pociągu zjawił się przyboczny adiutant królewski i z najwyższego polecenia wręczył naszemu rodakowi, jako pozdrowienie od królowej, bukiecik złożony z trzynastu białych narcyzów, zaś jako upominek władcy — dwa specjalne cygara (przedwojenne, węgierskie wirdżinia). Jedna ogólna panuje opinia: dancing toledański, to najobfitsza, największa dziś na świecie kopalnia dużych nuggets359”.