— To woły artyleryjskie! — powiedział po chwili — No, ładnego zamieszania musiałyście narobić wy, głupie wielbłądy, kiedy przestraszyły się nawet woły artylerii ciężkiej!
Usłyszałem brzęk wlokącego się po ziemi łańcucha i za chwilę wpadły dwa woły, a tuż za nimi, następując niemal na łańcuch, przybiegł drugi muł, kwicząc przeraźliwie:
— Billy! Billy!
Olbrzymie, siwe woły ciągną spokojnie wielkie działa na pozycje wówczas, gdy z powodu bliskości linii ognia nawet słonie odmawiają usług.
— To nasz rekrut! — rzekł stary muł do konia kawaleryjskiego. — Woła mnie! Chodź no tu, żółtodziobie, uspokój się i przestań kwiczeć. Ciemność nie pożarła jeszcze nikogo!
Woły pokładły się tuż przy sobie i zaczęły przeżuwać, a młody muł przytulił się do starego i powiedział:
— Okropność się stała, Billy! Coś straszliwego wpadło na nas i zbudziło ze snu. Nie wiadomo, czy nie pozabija nas wszystkich!
— Cicho bądź, bo cię kopnę, aż spuchniesz! Jakże może muł z twoją postawą i wykształceniem kompromitować w ten sposób całą baterię wobec obcych!
— Daj mu pokój! — rzekł koń kawaleryjski — Pamiętaj, że każdy z początku robić zwykł głupstwa. Pamiętam dobrze, jak w Australii, mając trzy lata, uciekałem na widok człowieka. Goniono mnie przez pół dnia, a gdybym był wielbłądem, uciekałbym pewnie do dzisiaj.
Wszystkie niemal konie kawalerii angielskiej są pochodzenia australijskiego, a ujeżdżają je sami żołnierze.