— Tak! — odrzekł — Cała dżungla drży przed Bagerą z wyjątkiem mnie jednego!
— Tyś człowiek... tyś mój brat! — powiedziała pantera pieszczotliwie — Ale podobnie jak ja wrócić musiałam do swoich, tak i ty, Mauli, wrócić musisz do braci swych, ludzi. Wrócisz, o ile cię przedtem nie uśmiercą na Skale Rady... — dodała smętnie.
— Czemuż by mnie miano uśmiercić? — spytał.
— Spójrz mi w oczy!
Mauli spojrzał jej bystro w ślepie, a po chwil pantera odwróciła głowę.
— Dlatego właśnie! — rzekła Bagera, kładąc jedną łapę na drugą — Widzisz, że nawet ja, urodzona pośród ludzi i mimo że cię kocham, nie mogę znieść twego spojrzenia. Toteż nienawidzą cię oni, nie mogąc znieść tego, że jesteś rozumny, że umiesz wyciągać ciernie z ich łap i że jesteś człowiekiem.
— Nie wiedziałem wcale o tym, — odparł zasępiony Mauli.
— Pamiętasz, co powiada prawo dżungli? Wprzód się rzucaj na zdobycz, potem zaś głos wydawaj. Tak robią oni, ale ty tego nie wiesz, jesteś bowiem człowiekiem. Tedy miej się na baczności. Akela coraz bardziej niedołężnieje, a wiem, że za pierwszym jego większym niepowodzeniem całe stado zwróci się przeciw tobie i przeciw mnie. Zwołają zgromadzenie... a wówczas...
Bagera zamyśliła się na chwilę, potem zaś wykrzyknęła raźnie, zrywając się na nogi:
— Mam sposób! Pobiegnij niezwłocznie do siedzib ludzkich i przynieś trochę szkarłatnego kwiecia, które oni hodują. Gdy nadejdzie groźna chwila, stanie ci się ono nierównie lepszą osłoną niż ja, Balu i wszyscy życzliwi członkowie rodu. Powiadam ci, nie trać czasu i śpiesz po szkarłatne kwiecie.