— A ja złożyłam zań okup! — dodała Bagera łagodnie — Wprawdzie wartość bawołu nie jest znaczna, ale honor mój wart tyle, bym stanęła w jego obronie.
— Ej, co tam gadać o bawole, zjedzonym przed latami! — zaszemrało zebranie — Cóż komu przyjdzie z kości ogryzionych tak dawno?
— A przysięga uroczysta, to nic? — zapytała pantera, pokazując zęby. — Nie pojmuję doprawdy, czemu stado zwą ludy puszczy wolnym narodem.
— Nie wolno żadnemu człowiekowi łączyć się z ludem dżungli! — ryczał Shere Khan — To przekroczenie prawa! Oddajcie mi go zaraz!
Akela ciągnął dalej:
— Jest on bratem naszym, równym nam pod każdym względem z wyjątkiem krwi, czemuż go tedy chcecie zabić? Zaprawdę szkoda, że nie zmarłem przedtem, zanim doczekałem się tego, co widzę pośród mego ludu. Są już, jak sądzę, pośród wilków bydłobójcy, a nawet słyszałem, że niektórzy z was nauczyli się od Shere Khana porywać małe dzieci z progów chat ludzkich. Jesteście nikczemnicy i tchórze, przeto przemówię do was, jak do tchórzów mówić należy. Postanowiona jest śmierć moja, wiem o tym, na życiu mi nie zależy i chętnie je oddam w ofierze za życie tego człowieka. Idzie mi o ocalenie honoru stada, co jest dla was widzę drobnostką, której nawet nie dostrzegacie. Wiem, że boicie się stoczyć ze mną przedśmiertną walkę, przeto przysięgam, że nie ruszę zębem, nie będę się bronił nawet, jeśli temu chłopcu pozwolicie spokojnie odejść do wsi. Stado zyska na tym co najmniej trzech członków, którzy by zginęli w zapasach ostatnich, na co zezwala prawo. Więcej uczynić nie mogę, ale to, co postanowiłem, oszczędzi wam hańby zamordowania własnego brata, przyjętego uroczyście do gromady wedle praw dżungli, które obowiązują każdy lud wolny.
— To człowiek! Człowiek! — mruczeli zebrani, nie wiedząc, co począć, a większość wilków otoczyła Shere Khana, który chodził, bijąc się gniewnie ogonem po bokach.
— Teraz na ciebie kolej! — powiedziała chłopcu Bagera. — Nam nie pozostało już nic prócz walki!
Mauli wstał, ujął w rękę koszyk z żarem, przeciągnął się i ziewnął z pogardą. Ale w duszy czuł gniew i ból dotkliwy. Nigdy bowiem dotąd wilki nie dały mu tak wyraźnie do poznania, że go nienawidzą.
— Słuchajcie! — zawołał — Przestańcie szczekać jak psy łańcuchowe. Przez całą dzisiejszą noc wypominaliście mi ciągle, że jestem człowiekiem, mimo że wiecie dobrze, iż chciałem przez całe życie zostać wilkiem pośród wilków. Jestem człowiekiem! Macie słuszność i odtąd nie będę zwał was braćmi, ale, jak przystało człowiekowi, psami... sag! Nie wy macie decydować, psy nikczemne, co się stanie! To rzecz moja! Tak będzie, jak ja rozkażę, a abyście to dobrze zrozumiały, przyniosłem wam trochę szkarłatnego kwiecia, którego się boicie, a które rozjaśni wam zaraz głupie łby wasze.