— To prawda! — zgodził się Kaa z dumą — Jestem długi, oo... porządnie długi. Ale mimo to dzisiejsze drzewa są marne, wierzajcie mi. Niedawno omal nie spadłem na ziemię. Niewiele brakowało. Nie objąłem dobrze pnia ogonem i ześlizgując się zbudziłem ze snu bandę bandar-logów, które obsypały mnie wyzwiskami i przekleństwami.

— Jaszczurka!... Glista ziemna... — mruknęła niby do siebie Bagera, jakby przypominała sobie wyzwiska małp.

— Sss... — syknął pyton ze złością — Więc to takie na mnie miotały obelgi?

— Coś podobnego wrzeszczały wczorajszej nocy, ale nie zwracaliśmy na to oczywiście uwagi. Wszakże ciągle wygadują brednie. Gadały, zdaje mi się, jeszcze, że ci powypadały ze starości zęby i dlatego nie łowisz stworzeń większych od koźlęcia, unikając nawet starych capów, których rogi budzą w tobie strach nieopisany. Naprawdę te bandar-logi, to bezwstydni potwarcy!

Zazwyczaj żaden wąż, a zwłaszcza stary, doświadczony pyton nie ujawnia nigdy miotającego nim gniewu. Ale mimo to spostrzegli Balu i Bagera, że po obu stronach ogromnej gardzieli węża Kaa zadrżały i zafalowały potężne muskuły ściskowe.

Bandar-logi — rzekł po chwili, opanowawszy się — zmieniły miejsce pobytu. O wschodzie słońca słyszałem ich wrzaski w koronach drzew, a teraz wszystko ucichło.

— Wybraliśmy się właśnie... na... bandar-logi! — wykrztusił z trudnością Balu. Słowa więzły mu w gardle, bowiem po raz pierwszy może wielki czworonóg dżungli przyznał się, że zwraca uwagę na małpy, a co więcej, że chce na nie polować.

— Musi zatem istnieć nader ważny powód! — zauważył mądry Kaa — Ważny tylko powód skłonić może do tropienia bandar-logów dwoje tak znakomitych łowców i wodzów we własnej kniei.

Kaa mówił bardzo uprzejmie, a rozdymała go po prostu ciekawość.

— Wolne żarty! — powiedział Balu — Jestem tylko starym, a często nawet nierozważnym nauczycielem prawa w seeoneeńskim stadzie wilków. Bagera zaś...