— Policzcie bydło! Zobaczcie, czy nie skradłem bawołu... Nie będę już pasterzem u was! Żegnam was, dzieci człowiecze! Podziękujcie Messui, że was wilkami nie wyszczuję ze wsi!

Obrócił się i odszedł w towarzystwie wilka-samotnika, a kiedy spojrzał na gwiazdy, wrócił mu spokój i uczuł się szczęśliwy.

— Mam dość sypiania w pułapkach, Akelo! — powiedział — Zabieram skórę Shere Khana i pójdziemy sobie, zostawiając wieś w spokoju. Nie mogę ludziom tym uczynić nic złego przez wspomnienie Messui, która była taka dobra dla mnie.

Niebawem poświata księżyca zalała wielką równię, a przerażeni mieszkańcy wioski ujrzeli coś zaprawdę niezwykłego. Oto Mauli, dźwigając ciężar jakiś na głowie, szedł, w otoczeniu dwu wilków w stronę dżungli krokiem chybkim, elastycznym, od którego nikła przestrzeń. Uderzono więc ponownie w dzwony i gongi, rozległy się fletnie, Messua płakała, a Buldeo w coraz to sutsze przyozdabiał dodatki swe opowieści, twierdząc, że wilk, który go trzymał, stał na dwu łapach i przemawiał doń ludzkim językiem.

Już księżyc miał zachodzić, gdy Mauli wraz z wilkami przybyli pod Skałę Rady. Wstąpili przede wszystkim do jamy wilczycy-matki.

— Stado ludzkie wygnało mnie, matko! — zawołał Mauli — Ale za to przynoszę skórę Shere Khana! Dotrzymałem słowa!

— Wyprorokowałam mu to pierwszego zaraz wieczoru, kiedy tu wsadził łeb, żądając wydania ciebie, żabko moja droga! — zawołała radośnie, wybiegając wraz z dziećmi, a wszystkim na widok skóry zalśniły jaskrawo oczy — Powiedziałam mu, że z łowcy stanie się zwierzyną!

— Dobrześ uczynił wracając! — ozwał się z gęstwiny znany głos — Smutno nam było i pusto bez ciebie w kniei!

Bagera23 wypadła z gąszczu i przylgnęła do bosych nóg chłopca. Potem udali się społem na Skalę Rady, a Mauli rozpostarł na głazie skórę Shere Kahna i przymocował ją do ziemi czterema kołkami z bambusu. Potem Akela położył się na skórze i zawiódł dawny okrzyk:

— Badajcie dobrze, wilki!