Zawodzę tan na skórze wroga, ale serce me tłoczy ciężar ogromny. Zraniły mi twarz kamienie, ciskane rękami braci...
I żal mnie nęka, i radość rozpiera, bo otom powrócił do dżungli na nowo. Dlaczegóż radość i smutek razem się zbiegły?
Jedno i drugie toczy bój we mnie, niby dwa węże, walczące wiosną. Strumień się sączy z ócz moich, a usta się śmieją radośnie... Dlaczego tak jest, dlaczego?
Dwu Maulich jest we mnie, zaprawdę dwu!
Skóra Shere Khana leży pod stopami mymi!
Cała dżungla wie, żem to ja zabił tygrysa!
Badajcież uważnie, o wilki!
Ahuu! Coś cięży mi głazem, coś strasznie ugniata... Cóż to jest... co to jest... ach, nie wiem!
Biała foka
Śpij, mój synaczku, na ciszy łonie,