— Czy żył długo, tego nie wiem. W każdym razie wówczas nie zginął, mimo że nikt nie czekał nań tam w dole, by siłą swego ciała zabezpieczyć go od prądu wody... jak czekałby na małe Człowieczątko pewien stary, opasły, głuchy, żółty Płaskogłowiec... choćby tam wszystkie dhole z całego Dekanu szły jego tropem. Cóż to się z tobą dzieje?

Słowa te Kaa chłopcu syczał do ucha, trzymając łeb na jego mokrym ramieniu. Upłynęła długa chwila ciszy, zanim Mowgli odszepnął mu:

— Wygląda to tak, jakbyśmy chcieli samą śmierć wytargać za wąsy... ale... powiem ci szczerze, mój Kaa, że jesteś najmędrszym ze wszystkich stworzeń dżungli.

— Niejeden mi to już mówił. Ale do rzeczy! Gdy dhole będą cię ścigać...

— Na pewno będą mnie ścigać! Ho, ho! Mam ci ja w języku niejedno żądło, którym mogę je rozjątrzyć.

— Jeżeli będą cię ścigały zajadle i na oślep, wpatrując się tylko w twe plecy, wszystkie te, które nie wymrą tu w górze, będą się przeprawiać albo tu, albo nieco poniżej, bo Małe Plemię spadnie na nich całą chmarą. Otóż Wajnganga jest rzeką zachłanną... a żaden Kaa nie przyjdzie im z pomocą... więc wszystkie dhole, jakie przy życiu zostaną, będą musiały podążyć aż do brodów koło leż seeoneeńskich. Tam zaś powinna czatować twoja szajka i złapać ich za gardło.

— Ehej! Eowawa! Dalibóg, czegoś lepszego nawet pomyśleć nie można... chyba to, by w porze suchej padały deszcze! Tu chodzi tylko o tę drobnostkę, jaką jest ucieczka przed pościgiem, a następnie skok ze skały. Zaraz dam znać o sobie tym rudym psom, by ruszyły za mną.

— Czy przyjrzałeś się tym skałom... od strony lądu?

— Prawda, zapomniałem o tym!

— Idźże więc je obejrzeć. Grunt tam jest zmurszały, pełen jam i rozpadlin. Jedno niezgrabne, nieopatrzne stąpnięcie może położyć kres gonitwie. Miejże się więc na baczności. Zostawiam cię tutaj i udam się z meldunkiem do twej drużyny, by wiedziano, gdzie należy spodziewać się napaści psów. Czynię to jedynie ze względu na ciebie, nie poczuwam się bowiem do żadnej łączności z wilczą hałastrą.