— Jak ścierwnik Chil postąpił z Akelą w ową noc, gdym ocalił stado przed hordą psów rudych...

Uspokoił się nieco, rozważając ostatnie słowa Wilka Smotnika, które niewątpliwie macie w pamięci.

— Ej, nabajał mi Akela wiele niestworzonych rzeczy, zanim skonał, bo gdy ktoś umiera, to zawsze umie się żołądkować... jakoś na inny sposób. Mówił... ale wszystko furda145! Ja i tak należę do dżungli!

Wspomnienie bitwy nad brzegami Wajngangi tak go podnieciło, iż ostatnie słowa wykrzyknął na całe gardło, przeraźliwie.

Jakaś bawolica, wylegująca się wśród oczeretów, zerwała się na nogi i wykrztusiła z siebie jęk trwogi:

— Człowiek!

— My-y-ylisz się! — zaryczał dziki bawół Mysa, obracając się z chlupotem. i chrzęstem w swym legowisku. — To nie człowiek! To nieowłosiony wilk z Gromady Seeoneeńskiej. W takie noce, jak dzisiejsza, on zawsze biega sobie tędy-owędy.

— A ja my-y-yślałam — odryczała bawolica, pochylając znowu łeb nad paszą — że to jakiś człowiek nieznajomy-y-y!

— Mó-ó-wię ci, że nie. Ach, Mowgli? Czy komu-u-u grozi niebezpieczeństwo? — zaryczał Mysa.

— Ach, Mowgli! Czy komu-u-u grozi niebezpieczeństwo? — jął go przedrzeźniać chłopak. — Ten Mysa nie umie myśleć o niczym innym, jak tylko to tym, czy zagraża mu niebezpieczeństwo. Ale czemu wtrącacie się do spraw Mowgliego, który chodzi tędy-owędy po dżungli, nie śpiąc nocą?