— Czarownik i czarownica! Zaraz się przekonamy, czy rozpalone żelazo nie zmusi ich do wyznania winy. Spalić im dach nad głową! Niech mają naukę za to, że udzielali schroniska wilkołakowi! Nie! Nie! Nie! Wprzód trzeba ich wygrzmocić kijami! Hej, przynieść żagwi! Więcej żagwi! A huknij no ze swej strzelby na rozgrzewkę!

Wyłamanie drzwi okazało się przedsięwzięciem dosyć trudnym, były bowiem mocno zaryglowane. W końcu jednak tłum dał sobie z nimi radę, wyrywając je wraz z zawiasami. Światło pochodni wpłynęło jaskrawą smugą w mroczną głąb izby — i oczom napastników przedstawił się widok groźny.

Rozciągnąwszy się całą długością ciała na wieśniaczym łożu, skrzyżowawszy straszliwe łapska ponad jedną z jego krawędzi — czaiła się czarna jak smoła — straszna jak wcielenie diabła — olbrzymia, groźna Bagheera.

Pierwsze szeregi przybyłych jęły cofać się od progu. Nastała chwila rozpaczliwego milczenia. W tęż chwilę Bagheera podniosła w górę drapieżną paszczę i ziewnęła — przeciągle, z namysłem, wyniośle i okazale — jak ziewała zawsze, ilekroć zamierzała wydrwić kogoś z równych sobie.

Nastrzępiona wąsami warga górna uniosła się i odgięła wstecz; czerwony jęzor wywinął się w trąbkę, dolna szczęka jęła opadać i opadać coraz niżej, odsłaniając niemal do połowy przepastną czeluść gorejącej gardzieli, a olbrzymie psie zębiska wychylały się z wolna na samą krawędź dziąseł — aż znienacka zwarły się z sobą wśród głośnego łoskotu przypominającego nagłe zatrzaśnięcie rygli kasy ogniotrwałej.

W chwilę później ulica była pusta — jakby wymarła. Bagheera jednym susem przesadziła okno i stanęła pobok71 Mowgliego, wsłuchując się w piekielną wrzawę ludzkiego motłochu, gnającego w trwodze na łeb, na szyję ku zagrodom.

— Teraz już do białego ranka nie ruszą się z domów! — stwierdziła Bagheera spokojnie. — A my czym się zabawimy?

Nad wioską — zdawać by się mogło — zaległa trupia cisza, z jaką równać się może jedynie cisza poobiedniej drzemki. Atoli, wytężywszy słuch, posłyszałbyś w każdej chacie głuchy łoskot skrzyń ze zbożem, które celem zatarasowania drzwi przesuwano po glinianym klepisku. Słuszność miała Bagheera, mówiąc, że wieśniacy nie opuszczą domów do samego rana.

Mowgli siedział cicho w zamyśleniu, a twarz posępniała mu coraz bardziej.

— No i jakże się spisałam? — zagadnęła go Bagheera, łasząc mu się do kolan.