— Tak! Tak! — zaskrzeczał z przekąsem Adiutant. Ale nie darmo są tam ludzie o białych twarzach, zwani Anglikami. Przywożą oni skądciś, z dolnego biegu rzeki, wielkie, opasłe psiska, które starają się oto, by szakalom ubyło nieco sadła.

— A więc mają serca tak nielitościwe jak ludność tutejsza? Powinienem był domyślić się tego! Ani ziemia, ani woda, ani niebo nie okazują szakalowi litości. Niedawnymi czasy, po upływie pory deszczowej, widziałem namioty jakiegoś białego człowieka... i nawet udało mi się zwędzić końskie wędzidło z kawałkiem tręzli. Była nowiuśka i żółciuśka, ale rozchorowałem się, gdym ją zeżarł. Biali ludzie nie umieją porządnie wyprawiać skóry.

— O, ze mną było jeszcze gorzej! — rzekł Adiutant. — Gdy liczyłem sobie dopiero trzecią wiosnę, zapuściłem się wiedziony młodzieńczą śmiałością w dół rzeki, gdzie dochodzą wielkie łodzie Anglików... trzy razy większe od tej oto wioski.

— Dotarł do Delhi i opowiada, że tam wszyscy ludzie chodzą na głowach — mruknął szakal.

Mugger otwarł lewe oko i spojrzał przenikliwie na Adiutanta.

— Mówię świętą prawdę! — upierało się ptaszysko. — Kłamca kłamie tylko wówczas, gdy myśli, że mu wierzą... Atoli93 kto nie widział tych statków, nie potrafi nawet uwierzyć temu, co mówię.

— Teraz gadasz bardziej do rzeczy — burknął Mugger. — I cóż dalej?

— Z wnętrza takiej łodzi wyjmowano wielkie bryły jakiejś masy, która w prędkim czasie zamieniała się w wodę. Wiele okruchów rozsypało się po wybrzeżu, a resztę ładowano pośpiesznie do domu o grubych ścianach. Jeden z bosmanów, śmiejąc się, porwał bryłkę, nie większą od małego psiaczka, i rzucił ją w moją stronę. Podobne jak wszyscy moi krewniacy, mam zwyczaj połykać wszystko, co się nadarzy. W tym wypadku też postąpiłem podobnie. Naraz chwyciło mnie jakieś nieopisane zimno, które zaczynając od podgardla, rozeszło się po całym ciele aż po koniuszki szponów. Straciłem do cna głos, a majtkowie śmiali się do rozpuku. Nigdy w życiu takie ciarki mnie nie przechodziły. Z bólu i przerażenia zacząłem podrygiwać jak opętany, póki nie odzyskałem tchu; wówczas rozpocząłem nowe podrygi, wrzeszcząc wniebogłosy i oskarżając świat cały o obłudę. Majtkowie aż zataczali się ze śmiechu. Co w tej sprawie najdziwniejsze (pominąwszy już owo przerażające zimno), to to, że gdy przestałem się krztusić i narzekać, w moim worku podgardlnym nie było nic zgoła!

Adiutant uczynił wszystko, co było w jego mocy, by opisać wrażenia, jakich doznał po przełknięciu siedmiofuntowej bryły lodu przywiezionej z Wenham Lake na amerykańskim lodowniku (w owym czasie jeszcze nie było w Kalkucie fabryki lodu sztucznego, więc trzeba było ten towar sprowadzać okrętami); ponieważ jednak nie wiedział dokładnie, co to lód, a szakal i Mugger nigdy nawet lodu nie widzieli na oczy, przeto anegdota spaliła na panewce.

— Wszystko zdarzyć się może temu, kto widział łódź większą trzykrotnie od Mugger Ghaut! — zadrwił krokodyl, zamykając ponownie lewe oko. — Moja wioska wcale nie jest mała!