— Czymże się żywiłeś po drodze? — zapytał szakal, który za najżywotniejszą rzecz uważał sprawy żołądkowe, a zgoła się nie przejął lądową wędrówką krokodyla.
— Wszystkim, co mogłem znaleźć... kuzynie! — odrzekł Mugger powoli, przeciągając każde słowo.
Trzeba wiedzieć, że w Indiach nie nadaje się nikomu tytułu „kuzyna”, jeżeli ktoś nie potrafi określić choćby najsłabszego stopnia pokrewieństwa z daną osobą. Ponieważ zaś co najwyżej w starych bajkach i dziecinnych piosenkach można napotkać wieść o tym, jakoby krokodyl ożenił się z szakalicą, szakal domyślił się od razu, skąd spłynął nań ten zaszczyt, iż zaliczono go do grona rodziny Muggerów. Gdyby tu byli sam na sam, pewno by się tym nie przejął, ale w oczach Adiutanta dostrzegł błysk radości z powodu złośliwego żartu.
— A jakże, ojczulku, powinienem był to wiedzieć — odparł szakal.
Mugger nie rości sobie do tego pretensji, by go zwano ojcem szakala, toteż Mugger z Mugger Ghaut dał wyraz swoim poglądom w tej sprawie — ubarwiając ten wywód wieloma przydatkami, których nie chcę tu powtarzać.
— Przecież sam Obrońca Nędzarzy przyznał się do pokrewieństwa. Skądże mogłem wiedzieć, jaki jest stopień pokrewieństwa? — bronił się szakal. — Co więcej, żywimy się przecież tą samą strawą. Słyszałem to wszak z jego własnych ust.
To tłumaczenie się znacznie pogorszyło całą sprawę, albowiem słowa szakala zawierały przytyk do tego, że w czasie pochodu po lądzie Mugger niewątpliwie żywił się świeżym mięsem — i to co dzień świeżym — zamiast, jak to zwykł w miarę możności czynić każdy szanujący się Mugger i większość dzikich zwierząt, przechowywać je tak długo, póki należycie nie skruszeje i nie stanie się łatwiejsze do połknięcia. Jednym z najgorszych przezwisk i urągowisk, jakie można posłyszeć nad brzegiem rzeki, jest: „zjadacz świeżego mięsa”. Jest to obelga niemal równa tej, jakiej doznałby człowiek przezwany „ludożercą”.
— To jadło uległo spożyciu już trzydzieści lat temu! — odezwał się spokojnie Adiutant. — Jeżeli weźmiemy pod uwagę jeszcze drugie lat trzydzieści, to zeń nie pozostanie ani śladu. A teraz opowiedz nam, co się stało, gdy dotarłeś do szczęśliwych wód po tak dziwnych przygodach. Mówi przysłowie, że gdyby chciano słuchać wycia pierwszego lepszego szakala, zamarłby w mieście wszelki ruch uliczny.
Mugger musiał być mu wdzięczny za tę interwencję, bo poruszył się żywiej i zawołał:
— Na Lewą i Prawą Odnogę Wajngangi! Nigdy, odkąd żyję, nie widziałem takich wód jak wtedy!