— Ostatni raz zdarzyło mi się trzymać rękę w paszczy krokodyla, gdy miałem lat pięć — odezwał się. Jechałem wówczas łodzią w stronę Mungeru. Byłem, jak mnie nazywano „dzieckiem buntu sipajów”. Nieszczęśliwa moja matka była ze mną w łodzi... Późniejszymi czasy opowiadała mi niejednokrotnie, jak wpakowała w łeb bestii pięć kulek ze starego pistoletu, pozostałego po nieboszczyku mym ojcu...
— Ho, ho! A ty się pomściłeś na samym naczelniku rodu!... Nic to, że ci przy tym pociekło trochę krwi z nosa... przekonałeś się, że pukawka kopie tęgo, jak koń narowisty! Hola, wioślarze! Wyciągnijcie ten łeb na brzeg! Wygotujemy czaszkę, bo skóra podarła się na strzępy i nie warto jej brać ze sobą. A teraz chodźmy spać. Prawda, że opłaciło się czuwanie całonocne?
Rzecz ciekawa, że tę samą uwagę powtórzyli szakal i Adiutant w niecałe trzy minuty po odejściu ludzi.
Pieśń fali
Raz fala się ku brzegom wspięła,
ubrana w złoty blask zachodu;
dziewczyny białą dłoń musnęła,
idącej szlakiem brodu.
Wstrzymaj swą nóżkę, dziewczę żwawe,
boć nie czas jeszcze na przeprawę!