— Ciągnij! — krzyknął Disko.
— Hej! — odezwał się Manuel.
— Już! — odpowiadał Dan, windując kosz.
Następnie słychać było czysty i świeży głos Harvey’a zapisującego wagę.
W końcu wyrzucono resztę ryb, a Harvey skoczył najkrótszą drogą, z sześciu stóp wysokości, z liny na linę, i wręczył Diskowi rachunek, krzycząc:
— Dwieście dziewięćdziesiąt siedem: a ładownię wypróżniliśmy już do dna!
— Ile jest wszystkiego razem, Harvey’u? — spytał Disko.
— Osiemset sześćdziesiąt pięć, co daje trzy tysiące sześćset siedemdziesiąt sześć dolarów i dwadzieścia pięć centów. Teraz to mi się jeszcze należy part i zapłata!
— No, przecie nikt nie mówi, żeś na nią nie zasłużył, Harvey’u. Czy nie skoczyłbyś do biura Wouvermana i nie zaniósłbyś mu naszych rachunków?
— Kim jest ten chłopak? — ozwał się Cheyne do Dana, który był przyzwyczajony do najróżnorodniejszych pytań ze strony leniwych gamoniów zwanych letnikami.