— Posłucham chętnie.
— Otóż... ja tu... ja tu przyszedłem naprawić całą sprawę — mówił Harvey bardzo prędko. — Jeżeli ktoś uratowany od zatonięcia... — tu się rozbeczał na dobre.
— Ho, ho! Będą z ciebie jeszcze ludzie, jeżeli tak pójdzie dalej!
— ...nie powinienem był zaraz na początku odpłacać się swym wybawcom obelgami.
— Słusznie i sprawiedliwie... święta racja! — odrzekł Troop, uśmiechając się z lekka.
— Dlatego przyszedłem tu powiedzieć, że żałuję swego postępku.
I znów rozległo się głośne chlipanie.
Troop podniósł się powoli z kufra, na którym siedział, i wyciągnął dłoń szeroką na jedenaście cali.
— Miarkowałem zawczasu, że ci to napędzi rozumu do głowy, a teraz widzę, żem się nie pomylił w rachubie.
Jakiś przytłumiony chichot dał się słyszeć na pokładzie.