— Juści, że tak! Ale nie będziecie tego robić! Brać się do oprawiania ryb!

— Czemuż to te przeklęte chłopaki nie powiedziały nam, że będziecie płatali rybę? — ozwał się stryj Salters, pomykając na swoje miejsce przy stole. — Ten nóż jest tępy jak guma, Danie.

— Harvey’u, nie zechciałbyś zejść na dół i przynieść przynętę?

— Dawać przynętę, jaka jest pod ręką — rzekł Disko. — Myślę, że gdy tak dalej pójdzie, to się lepiej wam opłaci łowienie „kosmate”.

Miało to oznaczać, że chłopcy mają zakładać na przynętę odpadki ryb pozostałe z patroszenia — co było lepsze od grzebania gołymi rękami w małych baryłkach z przynętą na spodzie okrętu. Niecki były pełne pięknie zwiniętej liny, zaopatrzonej co parę stóp w wielki haczyk; sprawdzanie każdego haczyka z osobna i nabijanie nań przynęty było sztuką nie lada — zwłaszcza że cała lina winna mieć takie obciążenie, by wyrzucona z łodzi biegła bez żadnych przeszkód. Dan mógł tę pracę wykonywać choćby po ciemku, nie patrząc na nią wcale; natomiast Harvey zaczepiał sobie palce o zadziory i użalał się nad swym losem — na co jednakże nie było rady, bo haczyki przesuwały się Danowi przez palce jak robótka w rękach służącej.

— Pomagałem w nabijaniu przynęty jeszcze na lądzie, gdym jeszcze nie umiał dobrze chodzić. Bądź co bądź, jest to trudna robota!... Tato — krzyknął w stronę włazu, gdzie Disko i Tom Platt zajęci byli soleniem ryb. — Ileż to rekinów, wedle twej rachuby, będzie nam potrzeba?

— Ze trzy! Śpieszcie się!

— W każdej kadzi jest trzysta sążni tego interesu — wyjaśnił Dan — starczy nam roboty na całą noc. U-uch! Alem się capnął! — To rzekłszy wetknął palec do ust. — Mówię ci, Harvey’u, że za żadne pieniądze w całym Gloucester nie nająłbym się do prawdziwego trolowania na żadnym okręcie... Może to się nazywa postępem, ale w każdym razie jest to najprzykrzejsze, najpaskudniejsze zatrudnienie na świecie.

— Nie wiem, jakie tam ono jest, ale jest to chyba prawdziwe trolowanie — rzekł Harvey posępnie. — Palce mam pokłute jak rzeszoto.

— Phii! To jeden z tych przeklętych pomysłów ojca. Ale on nigdy nie używa troli, jeżeli nie ma po temu ważnego powodu. Tatulo zna się na rzeczy... dlatego tak zakłada przynętę, jak właśnie teraz. Będziemy mieli okręt naładowany pełniusieńko, aż się będzie pochylał... albo też nie uświadczymy ani płetwy!