— Wyspy Kanaryjskie — rzekł Disko po chwili namysłu.
Manuel, śmiejąc się, potrząsnął głową.
— Blanco — domyślał się Tom Platt
— Tato powiada, że nie byłby pewny nawet promu w odległości pięciu mil od was — zawył Dan z radością.
— To dlaczego się stąd nie wyniesie? Kto przeszkadza? — zapytali tamci.
— Dlatego, że wyście mu tu akurat wleźli w drogę od lejowej strony, a on na to nie pozwoli nikomu, nie mówiąc już o takiej beczułce jak wasza, co to tylko dryfuje.
— Nasz okręt nie dryfował ani razu w tej wyprawie — odburknął gniewnie wioślarz, gdyż Carrie Pittman cieszyła się złą sławą ze względu na częste łamanie swego omasztowania.
— Jakżeż więc obieracie sobie stanowiska? — zawołał Dan. — Toć to jest najlepszy dryf w waszej żegludze. A jeżeli wasz okręt nie dryfuje, to skądże, u pioruna, wziął się u was nowy bukszpir?
Strzał był dobrze wymierzony i ugodził w sedno.
— Hej, ty portugalski kataryniarzu, zabierz no z sobą tę małpę do Gloucester! Wracaj do szkoły, Danie Troop — brzmiała odpowiedź.