— A jakże, znaleźliśmy jednego. Najechaliśmy na niego, gdy płynął zaplątany w kupę drewna, które przedtem pewnie było galardą. Głowę ma trochę poharataną.
— A któż to?
Serca załogi We’re Here biły tętnem jednako przyśpieszonym.
— Zdaje się, że to młody Olley — wydobył się z mgły przeciągły głos.
Penn wzniósł ręce i powiedział coś po niemiecku. Harvey gotów był przysiąc, że na zapatrzonej w górę twarzy tego człowieka lśniło jasne słońce. Tymczasem ów głos ciągnął dalej:
— Słuchajcie kamraty! Aleście się zeszłej nocy nieźle zabawili naszym kosztem!
— Teraz nam całkiem nie do śmiechu — zauważył Disko.
— Wiem, ale mówiąc szczerą prawdę, myśmy trochę... trochę dryfowali, gdyśmy się natknęli na młodego Olley’a.
A więc to była niepoprawna Carrie Pitman! Huczny śmiech, acz nie nazbyt długotrwały, zerwał się z pokładu We’re Here.
— Czy nie przysłalibyście nam starego? Wybieramy się na zdobycie większego zapasu przynęty... no i wędy trzeba by zapuścić. Zdaje się, że wam go nie potrzeba... a nam tu brak rąk do roboty przez to ciągłe pilnowanie wijadła. My się już tu nim zaopiekujemy. On jest żonaty z ciotką mej żony.