— Oto sposób zdobycia sobie zasługi u bogów — krzyknął Kim za nim.

— Zapłać mi w dwójnasób, skoro przyjdą pieniądze! — odkrzyknął pisarz poza siebie.

— Coście wy sobie tam przyświadczali z tym... Murzynem? — ozwał się dobosz, gdy Kim wrócił na werandę. — Przyglądałem się wam.

— Tak sobie z nim tylko rozmawiałem.

— Czy umiesz mówić po murzyńsku?

— Nie-e! Nie-e! Tylko trochę gadam. Co będziemy teraz robić?

— Za pół minuty zatrąbią na obiad. Mój Bo-o-że! Wolałbym pójść na front z pułkiem. To okropna nuda nic nie robić, tylko wciąż chodzić do budy. Czy i tobie to nie obrzydło?

— O, i jak jeszcze!

— Uciekłbym na cztery wiatry, gdybym wiedział, dokąd się udać, ale jak to ludzie pedają95, w tych przeklętych Indiach wszędy jesteś ino więźniem. Nie możesz drapnąć, żeby cię nie capnęli i nie odstawili z powrotem.

— Czy byłeś w Be... w Anglii?