— Ale, mały Przyjacielu całego świata, trzeba mieć na uwadze mój honor i dobrą opinię. Wszyscy sahibowie oficerowie we wszystkich pułkach, także i cała Umballa, znają Mahbuba Alego. Widziano, żem cię porwał i złoił skórę temu chłopakowi. A teraz widać nas z daleka na tej równinie. Jakże mogę cię zabrać hen z sobą lub usprawiedliwić się z twego zniknięcia, jeżeli puszczę cię na ziemię i pozwolę ci uciec kędyś w pole? Wtrącono by mnie do więzienia. Bądź cierpliwy! Zawsze, co sahib, to sahib. Jak dorośniesz... kto wie... może będziesz wdzięczny Mahbubowi Ali.

— Umieść mnie poza ich strażami, gdzie mógłbym zrzucić z siebie te czerwone chadry. Daj mi pieniędzy, a pójdę do Benares i będę znów chodził z lamą. Nie chcę być sahibem, a pamiętaj, że wykonałem owo polecenie.

Ogier rzucił się dzikim skokiem. Mahbub Ali przez nieostrożność drasnął go do żywego ostrokańciastym strzemieniem. (Nie był on z tych nowomodnych i grackich koniarzy, co to noszą angielskie buty i ostrogi). Z tej nieostrożności Kim wysnuł odpowiednie wnioski.

— O, to była drobnostka! Przecież było ci to po drodze do Benares. I ja, i sahib mieliśmy już czas o tym zapomnieć. Posyłam tyle listów i zleceń do ludzi, którzy dopytują się o konie, że nie mogę dobrze spamiętać, co było pomiędzy jednym a drugim. Czy chodziło tu o gniadą klacz, której rodowodu życzył sobie sahib Peters?

Kim od razu poznał zastawioną na siebie pułapkę. Gdyby powiedział „gniada klacz”, Mahbub z samej jego skwapliwości w powtórzeniu tego uzupełnienia domyśliłby się, że chłopak coś podejrzewa. Odpowiedział więc:

— Gniada klacz? Nie! Ja nie zapominam tak łatwo danych mi zleceń. Chodziło o białego ogiera.

— Tak, tak! Biały ogier arabski. Ale ty pisałeś do mnie o gniadej kobyle.

— Komuż na tym zależy, by wyznawać prawdę przepisywaczowi? — odrzekł Kim, czując na sercu dłoń Mahbuba.

— Hej Mahbubie, stary draniu! Zatrzymaj się! — ozwał się głos donośny i z boku przycwałował jakiś Anglik na małym kucyku, jakich używają do gry w polo.

— Pędzę za tobą przez połowę równiny. Ten kabulczyk ma dobry chód. Na sprzedaż, jak sądzę?