— Może on wyjdzie na dobrego żołnierza — rzekł Mahbub po namyśle — a przynajmniej będzie z niego dobry ordynans. Posłałem go kiedyś z Lahory z pewnym zleceniem. Zlecenie dotyczyło rodowodu białego ogiera.

Było to ciężkie urągowisko obok jeszcze cięższej krzywdy... A sahib, któremu chłopak kiedyś tak przemyślnie doręczył ów list, będący hasłem do wojny, słyszał to wszystko!... Kim już w duchu oglądał Mahbuba Alego smażącego się w ogniu piekielnym za zdradę, ale dla siebie widział tylko jeden długi sznur szarych koszar, szkół i znów koszar. Wpatrywał się błagalnie w starannie wygoloną twarz Anglika, w której ani błysk nie zdradzał, że ów go poznaje; atoli nawet w tej ostateczności nie przyszło mu ani raz przez głowę, by odwołać się do łaskawości białego człowieka lub wydać Afgańczyka. Mahbub z całą rozwagą wlepiał oczy w Anglika, ten zaś równie rozważnie przyglądał się drżącemu Kimowi, któremu język zamarł z trwogi.

— Mój koń jest dobrze ujeżdżony — ozwał się koniarz. — Inny na pewno by wierzgał.

— Aha! — rzekł wreszcie Anglik, trąc trzonkiem szpicruty wilgotne kłęby swego kucyka. — Kto tego chłopca chce zrobić żołnierzem?

— On mówi, że pułk, który go znalazł, a zwłaszcza padre-sahib (kapelan) tego pułku.

— Oto padre! — wykrztusił Kim, gdy ojciec Wiktor z obnażoną głową spłynął ku nim z werandy.

Apage, moce ciemności! Toć O’Hara! Iluż to jeszcze najrozmaitszych przyjaciół masz w Azji! — zawołał, gdy Kim zsunął się na ziemię i stanął przed nim bezradny.

— Dzień dobry, ojczulku — ozwał się wesoło pułkownik. — Znam księdza doskonale ze słyszenia. Już przedtem wypadało mi przyjść z wizytą. Jestem Creighton.

— Z Inspektoratu Etnologicznego? — ozwał się ojciec Wiktor, co pułkownik potwierdził skinieniem. — Bardzo więc się cieszę, żem się z panem spotkał; ponadto winienem panu wdzięczność za odprowadzenie chłopca.

— Nie mnie dziękuj, księże. Zresztą chłopiec nie uciekał. Ksiądz nie zna starego Mahbuba Alego — (koniarz siedział na skwarze słonecznym, jakby znieczulony) — ale go ksiądz pozna, skoro pobędzie miesiąc w garnizonie; od niego to kupujemy wszystkie nasze szkapska. Ale ten chłopak jest nie lada osobliwością. Czy mógłby mi ksiądz coś o nim opowiedzieć?