— Ciewy104! — zaśmiał się Mahbub, spoglądając na małe przemoknięte licho, podskakujące wśród pluchy. — Salaam, sahibie! — pokłonił mu się złośliwie. — No, sprzykrzyła ci się włóczęga czy też pojedziesz ze mną do Umballi i będziesz mi znów oporządzał konie?
— Pojadę z tobą, Mahbubie Ali.
Rozdział VIII
Chwalę ja ziemię za jej płody plenne,
Chwalę dań życia... lecz jakimiż słowy
Sławić Allacha, że mi dał odmienne
Oblicza z dwóch stron mej głowy?
Wolałbym chodzić bez butów lub giezła,
Stracić przyjaciół, tytoń, chleb razowy,
Niż żeby jakimś przypadkiem mi sczezła